Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

2013-01-11

Podróże to prawdziwy Lajfstajl ...



A o co konkretnie chodzi?... o to, że znika jedna z ważniejszych kategorii w tegorocznej edycji "Blog Roku" a mowa o "Podróżach".
Zatkało mnie, kiedy przeyczatełem o tym na www.nawlasneoczy.wordpress.com
Jeszcze bardziej mnie zatkało, że kategoria ta trafia do jednego konkursowego worka z lajfstylowym życiem. No na pierwszy rzut oka niby nic takiego bo dla niektórych podróż to właśnie styl życia a nawet więcej to ideologia, "religia" a wręcz filozofia życia ale ... podróże mają swoje festiwale, swoich pasjonatów i bardzo wiele do pokazania oraz opowiedzenia, chyba jednak w nieco inny sposób niż o codziennym życiu piszą autorzy blogów "lajfstajlowych".  Nie, wcale nie lepiej czy gorzej - zupełnie inaczej. Na czym polega subtelna różnica opisuje krótki tekst autorów wesołego happeningu:


Koleżanki i Koledzy Blogerzy,
Drodzy Czytelnicy,
Drodzy organizatorzy Blogu Roku,

my, blogerzy podróżniczy, musimy dziś głośno i otwarcie zaprotestować przeciwko sytuacji, w jakiej decyzje organizatorów konkursu “Blog Roku”, likwidujące kategorię “Podróże” i dodające blogerów podróżniczych do kategorii “Lajfstajl”, postawiły naszych wspaniałych kolegów i koleżanki, blogerów lajfstajlowych.
Blogosfera podróżnicza od dłuższego czasu walczy o to, aby nie patrzeć na nią tylko przez pryzmat “kościółków” i muzeów. Podkreśla, że jest jedną z najtrudniejszych form „stylu życia” – wymaga odważnych decyzji od blogera jako człowieka, a potem – karkołomnych czasami poświęceń, aby blogować z najdalszych zakątków świata. Dziękujemy, że zostało to zauważone i docenione.

NIGDY jednak nie chcieliśmy niszczyć kategorii „lajfstajl” – tak modnej, popularnej i ciekawej w 2012 i w kolejnych latach na pewno także. Przecież żadne zdjęcia, opisy kaw, przeżyć, ubrań nie mogą się równać z tym, co ma do zaoferowania blogosfera podróżnicza, tfu, lajfstajlowa. Na starcie jesteśmy w lepszej, bo egzotycznej i barwnej, pozycji wyjściowej. Tak nie można, Drogi Blog Roku.

Dlatego, w trosce o dobro naszych kolegów i koleżanek, sugerujemy, żeby w konkursie “Blog Roku” utworzyć dla nich nową kategorię, aby mogli być uczciwie ocenieni. Chcemy podkreślić, że te dość bliskie gałęzie blogosfery – lajfstajlowa i podróżnicza – jednak diametralnie się różnią – od podejścia i inspiracji, przez styl, zainteresowania i zaangażowanie, po miejsce i warunki pisania. Żeby raz na zawsze ten podział pokazać, w najbliższych dniach wielu blogerów udowodni, że podróże to prawdziwy lajfstajl.

Jeżeli jednak organizatorzy wolą inaczej – blogerzy podróżniczy z chęcią wrócą do swojej starej sekcji “Podróże...” albo kategorii specjalnej, chyba, żeby takową otrzymać, trzeba mieć “urodziwego” sponsora...

Reasumując - nie chcemy niszczyć jakże cennej części blogosfery, którą są tradycyjnie pojmowane blogi lajfstajlowe. Sami wielu blogerów znamy i z wielką chęcią czytamy.

Z blogerskimi pozdrowieniami,

Ania i Jakub


trochę inny "stajl" życia :)


2012-09-27

Perełka na mapie polskich festiwali podróżniczych

Jesienią, kiedy za oknem szybko robi się szaro, kiedy drzewa odczepiają kolejno swoje pożółkłe liście, kiedy zamiast o zimnym piwie częściej myślisz o ciepłej herbacie, kiedy masz ochotę przenieść się na inny kraniec świata. Ukryć się gdzieś w zakątku dżungli, wdrapać się na jakąś górę by rozejrzeć się po horyzoncie. Myślami wracasz do czasu spędzonego pod żaglami lub marzysz by na chwilę posiedzieć w gorącym słońcu Afryki...
Pęka bańka mydlana wypełniona marzeniami i wspomnieniami a ty wracasz do rzeczywistości. Jest jednak szansa aby znaleźć się ponownie w dalekiej krainie. Bo czasem jedni ludzie są jak wizjonerzy i konstruują dla innych machinę zmiany czasu i przestrzeni. Takimi właśnie stali się twórcy 1 Festiwalu Przygody Wanoga z Wejherowa. Brawa za czas i brawa za miejsce. Przejrzałem listę prelegentów - same wspaniałe osobistości, sprawdziłem tematy - wyjątkowe i przyciągające uwagę.  Samo Wejherowo - to już brzmi dumnie, festiwal jeszcze się zaczął a ja już jestem pewny, że będzie to perełka na mapie polskich festiwali podróżniczych.
Dla tych, którzy podniosą alert i ogólne ajwaj, że są bilety, że karnet na trzy dni to całe dwie dyszki i....że "poczekam na Kolosy" od razu rzucę coś na ruszt, niczym wujek Andrzej - mistrz ciętej riposty :
- Poczekajcie na Kolosy, bo warto ale nie przegapcie Wanogi, bo przyjdą z pewnością tylko ci, którzy naprawdę podróże kochają.*

*odnoszę się tutaj to nieeleganckiego (napiszę sobie w nawiasie: chamskiego) zachowania wobec jednego z prelegentów podczas ostatnich Kolosów, gdy przylazł ktoś z ulicy, bo za darmochę było.

Zresztą oceńcie sami zaglądając na ich stronę i podejmijcie decyzję. Ja, żałować jedynie mogę, żem daleko od szosy i 5-ego października  na tym wspaniałym wydarzeniu nie dam rady być. Jednakże spróbuję za rok.
Życzę powodzenia i wspaniałych wrażeń...a prelegentom - najlepszej publiczności...Trójmiejskiej :)





2012-05-31

Mam do Pana prośbę...

Wciąż jestem pod wrażeniem przygotowania sali kinowej Akwarium Gdyńskiego do prezentacji. Światła, dźwięk i ekrany sterowane z dotykowego pulpitu, wygodne siedzenia i...nieco  już zużyty projektor :)
Wszystkiego mieć nie można, choć i ja nie jestem bez winy bo gdy wyświetla się z udostępnionego sprzętu mogą być niespodzianki. Lekko zawiedziony jakością odtwarzanego obrazu byłem zły na własny sprzęt, który jest teraz w serwisie. Takie dążenie do perfekcyjności potrafi napsuć krwi, zwłaszcza jeśli spędziło się nad swoim "dziełem" prawie tydzień...
Najpiękniejsze jest to, że Klub Podróżnika ma swoich zagorzałych i wiernych widzów, na których zawsze można liczyć. Nie inaczej było tym razem, z tym, że sala uzupełniona była przez krewnych i znajomych królika (tym razem w roli królika wystąpiłem ja). Zabrakło kilku ważnych osób ale... jak wspomniałem wcześniej, wszystkiego mieć nie można.
Zanim jeszcze padły pierwsze oficjalne słowa prezentacji, kilka sympatycznych starszych Pań wianuszkiem okrążyło Arlettę i zasypało gradem pytań. Dziewczyna z nie znikającym uśmiechem na buzi "broniła się" się sensownymi odpowiedziami a ja usłyszałem tylko jedną z ostatnich:
- Nie, proszę Pani na Kubie nie byliśmy...jeszcze.
"Jeszcze" - to w ustach kogoś kto powiedział, że na razie ma dosyć podglądania świata brzmi obiecująco. Może jeszcze kiedyś i tam nas poniesie. A może już ją samą.

Najważniejsza jednak rzecz stała się po pokazie. Podeszła do mnie kobieta i z ewidentnym wzruszeniem oznajmiła:
- Dziękuję wam za tą podróż, dziękuję w imieniu tych, którzy z różnych przyczyn nie chcą bądź nie mogą.  Wielu z nas już nigdzie nie pojedzie a dzięki ludziom takim jak wy, możemy to zobaczyć  i wspólnie przeżywać. Niektórzy się boją,  a przecież pokazaliście, że można. Nawet z dziećmi można.
- No wie Pani, te nasze dzieci to już nie są takie malutkie, same plecaki noszą  a czasem to i rodzicom pomogą. - odpowiedziałem.
Kobieta popatrzała na mnie z politowaniem i dodała:
- Przemawia przez pana skromność a ja mam do pana taką prośbę... jedźcie w świat z tym waszym projektem, do innych dzieci jedźcie...
- Ja to bym pojechał już dzisiaj ale wie Pani... wszystkiego mieć nie można.




2012-04-28

Pierwsza odsłona...


Niemal równocześnie z ukazaniem się trzyminutowej zajawki naszego filmu na kanale Youtube mieliśmy okazję gościć w kolejnej szkole w Gdyni. Niezawodny dyrektor Pan Marek Radyko z gdyńskiej PSSP zaprosił nas do siebie i od razu wysoko ustawił poprzeczkę. Niemałym wyzwaniem dla nas było bowiem zaprezentowanie filmu dla najmłodszych klas podstawówki. Zmieniliśmy konwencję dostosowując ją do odbiorców z klas 0-3 a Dominika podjęła się pełnego komentarza zmieniających się na filmie obrazów. Wpatrzone w ekran w skupieniu dzieci słuchały o świecie i podglądały swoich rówieśników ze szkół na trasie naszej podróży. Pokaz przerywany salwami śmiechu za każdym razem kiedy pojawiają się zwierzątka, zwłaszcza małpki, które robią niecodzienne dla nich rzeczy. Już w trakcie pokazu lawinowo posypały się pytania, wśród wielu intrygujących było również to które przypomniało mi moje licealne czasy. Pamiętam, że jeden z moich klasowych kolegów po każdym przedstawieniu jakiegokolwiek tematu i puencie nauczyciela: 
- Czy są jakieś pytania?
odpowiadał dokładnie tak samo jak nasz widz:
- Czy to już koniec?
Oczywiście nie wymieniany z imienia i nazwiska, z premedytacją kolega wprawiał tym w zakłopotanie naszych nauczycieli. Tutaj było trochę inaczej bo wystarczyło zdjęcie Pandy Czerwonej (panda mała, Ailurus fulgens) i  źrenice znów się powiększały  a ciekawość stopniowo rosła. My chyba jednak też zrobiliśmy jakieś pozytywne wrażenie bo po pokazie zostaliśmy poproszeni o  rozdanie kilka autografów :) Teraz są nic nie warte... ale kiedyś? Kto wie :))))



Z klasami 3-6 szkoły podstawowej jest nieco inaczej. Oni są nieco bardziej ułożeni i podchodzą w sposób praktyczny do życia. Poza możliwością opuszczenia klasycznej godziny lekcyjnej, co oczywiście już ich cieszy, uwielbiają włączać się w dyskusję a interakcja między nami a nimi jest doskonała. Dużo wiedzą i analizują niemal każdy kadr na filmie. No, i tutaj mała niespodzianka, bo nasz pokaz poza wspomnianymi przyjemnościami jest swoistą lekcją geografii, biologii a nawet wiedzy o społeczeństwie, z małą dozą informacji o religiach. Dodatkowym atutem pokazów jest z pewnością niwelowanie barier i różnic. Za każdym razem utwierdzamy wszystkich w "gadce motywacyjnej", że dzieci na całym świecie pomimo widocznych różnic są jednak takie same, mają te same marzenia i pragnienia  co ich rówieśnicy w Polsce. Bariery, które uznajemy za przeszkody i myślimy, że nas przerastają tak naprawdę tkwią w naszej głowie i tam musimy się z nimi zmierzyć. Kiedy wygramy, okazuje się, że to nie jest takie trudne a kolejny krok w kierunku realizacji swoich marzeń staje się banalnie prosty. 


Dzieciaki z PSSP są niewiarygodnie dobrze wykształcone a ich ciekawość świata zachwyciła również nas. Dodatkowym zaskoczeniem było dla mnie, kiedy na korytarzu szkolnym zobaczyłem gazetkę a na niej projekt, który realizuje szkoła. Uczniowie wymieniają się z innymi szkołami Europy swoimi spostrzeżeniami, opisują jak wygląda ich szkoła, klasa, życie codzienne i jak na przykład obchodzi się u nas Wielkanoc. Fantastycznie, nieprawdaż? W końcu to dokładnie to samo co my robiliśmy w podróży, tylko z tą różnicą, że my mieliśmy szansę zagościć u adresatów osobiście. 



Panie Dyrektorze, tym samym składamy ogromne podziękowania za możliwość przeprowadzenia pokazu w prowadzonej przez Pana placówce oraz dziękujemy nauczycielom za wsparcie w czasie jego realizacji. Dzieciakom gratulujemy wiedzy i mówimy wprost: Bądźcie dumni ze swojej wszechstronnej edukacji. Pamiętajcie tylko, że gdzieś tam na świecie,  uczeń idzie do szkoły, w której nie ma ławek, nie ma książek i  brakuje zeszytów oraz elektryczności. Jest szczęśliwy, że w ogóle ma możliwość pójścia do szkoły.
Dzięki!!!


Wspomniany zwiastun naszego filmu można obejrzeć na kanale Youtube, jest to trzyminutowy skrót ponad dwudziestopięcio minutowego filmu z naszej podróży. Serdecznie zapraszamy na ten przedsmak prokektu: 
"Pokonać Niemożliwe" :)


2012-03-24

Czas na rozgłos :)

Na stole leżał dyktafon a my w centrum Gdyni opowiadaliśmy Dagmarze Olesińskiej przez ponad dwie godziny o czterech miesiącach w podróży. Efektem tego jest artykuł w magazynie na weekend Dziennika Bałtyckiego. Trafiliśmy na pierwszą stronę i rozkładówkę Nie obyło się bez małych nieścisłości bo wspomnianych w gazecie kontynentów nie było sześć a cztery ale kto by się teraz tym przejmował :)
O wiele ważniejsze jest to, że stronę wcześniej znajdziecie wpis o chłopaku, który pomimo braku dolnych kończyn żyje aktywnie, czasem aktywniej, niż większość z nas. Artur Labudda z Helu podróżował UAZ-em przez Syberię, quadem objechał granice Polski a kajakiem spłynął z Bieszczad do Świnoujścia. Wszystko to pomimo przeszkód i swej niepełnosprawności. O jego planach też przeczytajcie we wspomnianej gazecie :)


Dodatkowo na stronie internetowej miesięcznika "Poznaj Świat", naszego patrona medialnego pojawiła się notka dotycząca naszej podróży. Jest nam z tego powodu niezmiernie miło i jeszcze raz dziękujemy patronowi za wsparcie... licząc na mały artykulik w edycji drukowanej :)


2012-02-29

Podróż przez religie i wierzenia świata - część I

"Podróże są jak ożywcza kąpiel dla umysłu, jak rysunek Medei,
 który sprawia, że znów jesteś młody."
                                           Hans Christian Andersen - "Baśń mojego życia".
                                                                       Rozdział VII

Przed świątynią Gurudwara w Delhi.

Krzyż na kościele w rezerwacie rdzennych mieszkańców Ameryki Płn.

Myślę, że zbędny jest tu opis.

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy W Berlinie.

Duomo St. Maria Nascente di Milano.

Portret Rumiego w Konyi.

Meczet Koutoubia, Marrakesz.

Meczet na południu Turcji.

Sąsiadujące ze sobą kościół i meczet - Marrakesz.

Kościół katolicki - Tanzania.

Swayambhunath -Katmandu, Nepal.

Katmandu, Nepal.

Świątynia w drodze z Katmadu do Bakhtapur.

Kathmandu - Durbar Square.


Boudhanath Stupa -Katmandu.

Boudhanath Stupa -Katmandu.

Boudhanath Stupa -Katmandu.

Świątynia przy Boudhanath Stupa -Katmandu.

Obrzędy pogrzebowe - Nepal.

Istambuł, Turcja.

Konya, Turcja.


2012-02-28

Na przekór wszystkim...

Najlepszym komentarzem to tego postu okazuje się być projekt firmy Adidas: 
"Impossible is nothing."



Czas: Przeszły.
Miejsce akcji: Dom, którego już nie ma (bo dom tworzą domownicy - nie mury).
Akcja: Codzienny powrót z pracy.

Siedzimy na kanapie. Dominika zasłania twarz rękoma opartymi na kolanach, ja przeglądam rachunki. W wiadomościach spiker coś cedzi przez zęby, że Grecja, że kryzys a może już krach. W Szwajcarii  rząd nie reaguje na zmiany w najbardziej stabilnej, jak do tej pory walucie świata. Myślami jesteśmy blisko ziemi, do której przyciskają nas kredyty i szybujący w kosmos szwajcarski Frank. Ceny nieruchomości spadają a my pomimo tego, że oboje mamy pracę nie widzimy jakoś przyszłości. Nikt normalny w tej sytuacji nie pomyślałby  nawet, że można marzyć sobie o dalekim świecie bo sytuacja przygnębiająca i wydaje się bez wyjścia. 
Pomimo tego, angażujemy się w organizację społeczną i rozpoczynamy cykle warsztatów dla dzieci w szkołach. Chyba tak już z czystej desperacji wykładamy na to nasze ostatnie pieniądze bo widzimy ile to sprawia przyjemności dzieciakom. Bronimy się jak opętani aby nikt nie zburzył tego ostatniego bastionu, który trzyma nas w pionie - naszej nadziei. 
Nagle (tutaj nagle oznacza dokładnie półtora roku) przychodzi ten dzień, kiedy gdzieś w środku zaczyna kiełkować pomysł i rodzi się koncepcja. W przeciągu miesiąca zostajemy bez domu ale również odrywamy się od wszelkich problemów. Rosną nam skrzydła a wyobraźnia przenosi nas wszędzie tam gdzie chcemy. W głowie aż trzeszczy od pomysłów i rozpoczyna się ten najpiękniejszy dla nas czas, kiedy czujesz, że jedynie ty sam stoisz na przeszkodzie swoim marzeniom. Puszczamy wodze fantazji  i kończą się ograniczenia. Próbujemy aby ktoś nas wsparł. Szukamy sponsora, bo bilety, szczepionki i wyposażenie. Nikt nie chce pomóc - tłumaczymy sobie, że pewnie nie wierzą, może uznali, że to niemożliwe. Klepią nas po plecach i mówią: "Fajny pomysł" a potem, że skończyły się środki, że na szerzenie kultury to właściwie kasy nie ma. Pieniędzy nie dostaliśmy od nikogo ale wsparcie medialne i owszem. Lista firm i instytucji, która w nas nie zwątpiła jest po prawej stronie naszego bloga a ludzie trzymający za nas kciuki i krzyżujący palce skrywają się w wiadomościach na naszych prywatnych kontach pocztowych.  Za to, że wierzyliście, za to że o nas pamiętaliście mamy najwspanialszy prezent jaki dała nam ta podróż - dziecięcy usmiech:

Niemożliwe nie istnieje!!!

Czas: Teraźniejszy.
Miejsce akcji: Dom - ten prawdziwy :)
Akcja: Właśnie to ... co dzieje się teraz :)




ps.
Ciekawe dlaczego Maroko będzie się mi od dziś kojarzyć ze smakiem truskawek, Moniko :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...