Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawa. Pokaż wszystkie posty

2012-04-28

Pierwsza odsłona...


Niemal równocześnie z ukazaniem się trzyminutowej zajawki naszego filmu na kanale Youtube mieliśmy okazję gościć w kolejnej szkole w Gdyni. Niezawodny dyrektor Pan Marek Radyko z gdyńskiej PSSP zaprosił nas do siebie i od razu wysoko ustawił poprzeczkę. Niemałym wyzwaniem dla nas było bowiem zaprezentowanie filmu dla najmłodszych klas podstawówki. Zmieniliśmy konwencję dostosowując ją do odbiorców z klas 0-3 a Dominika podjęła się pełnego komentarza zmieniających się na filmie obrazów. Wpatrzone w ekran w skupieniu dzieci słuchały o świecie i podglądały swoich rówieśników ze szkół na trasie naszej podróży. Pokaz przerywany salwami śmiechu za każdym razem kiedy pojawiają się zwierzątka, zwłaszcza małpki, które robią niecodzienne dla nich rzeczy. Już w trakcie pokazu lawinowo posypały się pytania, wśród wielu intrygujących było również to które przypomniało mi moje licealne czasy. Pamiętam, że jeden z moich klasowych kolegów po każdym przedstawieniu jakiegokolwiek tematu i puencie nauczyciela: 
- Czy są jakieś pytania?
odpowiadał dokładnie tak samo jak nasz widz:
- Czy to już koniec?
Oczywiście nie wymieniany z imienia i nazwiska, z premedytacją kolega wprawiał tym w zakłopotanie naszych nauczycieli. Tutaj było trochę inaczej bo wystarczyło zdjęcie Pandy Czerwonej (panda mała, Ailurus fulgens) i  źrenice znów się powiększały  a ciekawość stopniowo rosła. My chyba jednak też zrobiliśmy jakieś pozytywne wrażenie bo po pokazie zostaliśmy poproszeni o  rozdanie kilka autografów :) Teraz są nic nie warte... ale kiedyś? Kto wie :))))



Z klasami 3-6 szkoły podstawowej jest nieco inaczej. Oni są nieco bardziej ułożeni i podchodzą w sposób praktyczny do życia. Poza możliwością opuszczenia klasycznej godziny lekcyjnej, co oczywiście już ich cieszy, uwielbiają włączać się w dyskusję a interakcja między nami a nimi jest doskonała. Dużo wiedzą i analizują niemal każdy kadr na filmie. No, i tutaj mała niespodzianka, bo nasz pokaz poza wspomnianymi przyjemnościami jest swoistą lekcją geografii, biologii a nawet wiedzy o społeczeństwie, z małą dozą informacji o religiach. Dodatkowym atutem pokazów jest z pewnością niwelowanie barier i różnic. Za każdym razem utwierdzamy wszystkich w "gadce motywacyjnej", że dzieci na całym świecie pomimo widocznych różnic są jednak takie same, mają te same marzenia i pragnienia  co ich rówieśnicy w Polsce. Bariery, które uznajemy za przeszkody i myślimy, że nas przerastają tak naprawdę tkwią w naszej głowie i tam musimy się z nimi zmierzyć. Kiedy wygramy, okazuje się, że to nie jest takie trudne a kolejny krok w kierunku realizacji swoich marzeń staje się banalnie prosty. 


Dzieciaki z PSSP są niewiarygodnie dobrze wykształcone a ich ciekawość świata zachwyciła również nas. Dodatkowym zaskoczeniem było dla mnie, kiedy na korytarzu szkolnym zobaczyłem gazetkę a na niej projekt, który realizuje szkoła. Uczniowie wymieniają się z innymi szkołami Europy swoimi spostrzeżeniami, opisują jak wygląda ich szkoła, klasa, życie codzienne i jak na przykład obchodzi się u nas Wielkanoc. Fantastycznie, nieprawdaż? W końcu to dokładnie to samo co my robiliśmy w podróży, tylko z tą różnicą, że my mieliśmy szansę zagościć u adresatów osobiście. 



Panie Dyrektorze, tym samym składamy ogromne podziękowania za możliwość przeprowadzenia pokazu w prowadzonej przez Pana placówce oraz dziękujemy nauczycielom za wsparcie w czasie jego realizacji. Dzieciakom gratulujemy wiedzy i mówimy wprost: Bądźcie dumni ze swojej wszechstronnej edukacji. Pamiętajcie tylko, że gdzieś tam na świecie,  uczeń idzie do szkoły, w której nie ma ławek, nie ma książek i  brakuje zeszytów oraz elektryczności. Jest szczęśliwy, że w ogóle ma możliwość pójścia do szkoły.
Dzięki!!!


Wspomniany zwiastun naszego filmu można obejrzeć na kanale Youtube, jest to trzyminutowy skrót ponad dwudziestopięcio minutowego filmu z naszej podróży. Serdecznie zapraszamy na ten przedsmak prokektu: 
"Pokonać Niemożliwe" :)


2012-03-29

Lepsi od pszczelarza :)

Po długich męczarniach podczas odzyskiwania danych z uszkodzonego dysku przenośnego, po godzinach spędzonych nad materiałem wreszcie powstał dwudziestokilku minutowy filmik z naszej podróży. Na razie można go obejrzeć jedynie uczestnicząc w prezentacji dla szkół i klubów. Swoją premierę to krótkie wideo miało w ...Ustroniu. Kilkadziesiąt dzieci zebranych na sali gimnastycznej mogło podpatrzeć jak to rodzinka gnała po świecie i co uchwycił bezlitosny obiektyw kamery. Wszystko zmontowane i ozdobione muzyką folkową ze świata. Nie obeszło się problemów technicznych, choć "dwójka" w Ustroniu przygotowała dla nas wszystko, włącznie z nagłośnieniem, mikrofonami, ekranem i projektorem. Ze względu na kłopoty z komputerem skróciła się nasza pogadanka z uczniami. Nie mogliśmy skorzystać z części następnej lekcji bo  uczniowie albo pisali egzamin albo mieli spotkanie z pszczelarzem. Po zajęciach, kiedy już opuszczaliśmy budynek podbiegły do nas dzieci i bardzo entuzjastycznie komentowały obejrzany filmik. Jedno z nich powiedziało otwarcie:
- Ten Pan od miodu przynudzał, byliście lepsi od tego pszczelarza!
Ha! Dla nas to ogromne wyróżnienie i prestiż, w końcu pszczelarz to nie jakiś tam pierwszy, lepszy podróżnik :)




Po powrocie do Gdyni umówieni byliśmy na pokaz filmu dla klas IV-VI podstawówki i klas I-III gimnazjum w Gdyńskiej Szkole Społecznej. Tutaj już udało nam się uniknąć przeszkód technicznych i o wiele lepiej przygotowani najpierw zaprezentowaliśmy film a potem pogadaliśmy sobie o misji, jaką mieliśmy do przekazania, o marzeniach dzieci i o tym dlaczego warto podróżować. Dla gimnazjalistów już bardziej oczywiste stało się, że nie tak prosto wyruszyć na kraniec świata i pytali o   organizację wyjazdu, o różnice kulturowe a my w zamian daliśmy im trochę naszego optymizmu i gwarancję, że Niemożliwe Nie Istnieje!




ps.
Radku - mam nadzieję, że tutaj zerkniesz. Zapytałeś mnie o Nepal i kulturę buddyjską  a ja odpowiedziałem Ci nieco powierzchownie na pytanie. Myślę, że nie bez przyczyny zagadnąłeś właśnie o ten kraj. Mam takie specjalne miejsce w sercu dla wszystkiego co tam się dzieje. Byliśmy krótko, pewnie za krótko i chcielibyśmy kiedyś odwiedzić ten zakątek świata na dłużej. Wspomniałem Ci o obrzędach pogrzebowych nad rzeką w Katmandu ale nie wspomniałem o tym, jak wspaniałych ludzi tam poznaliśmy. Faktem jest, że to przez pryzmat napotkanych osobowości często oceniamy odwiedzane miejsce. Myślę, że dla człowieka  tak wrażliwego na świat (widziałem twoje fotografie) jest to miejsce "must see" i życzę Ci z całego serca abyś mógł się tam w niedługim czasie znaleźć i wszystkimi zmysłami poznać krainę u stóp "Dachu Świata". Osobnym przeżyciem jest znalezienie się w Śniegu Krainie - czyli w Himalajach ale na to muszę poczekać i ja sam.


2012-02-28

Na przekór wszystkim...

Najlepszym komentarzem to tego postu okazuje się być projekt firmy Adidas: 
"Impossible is nothing."



Czas: Przeszły.
Miejsce akcji: Dom, którego już nie ma (bo dom tworzą domownicy - nie mury).
Akcja: Codzienny powrót z pracy.

Siedzimy na kanapie. Dominika zasłania twarz rękoma opartymi na kolanach, ja przeglądam rachunki. W wiadomościach spiker coś cedzi przez zęby, że Grecja, że kryzys a może już krach. W Szwajcarii  rząd nie reaguje na zmiany w najbardziej stabilnej, jak do tej pory walucie świata. Myślami jesteśmy blisko ziemi, do której przyciskają nas kredyty i szybujący w kosmos szwajcarski Frank. Ceny nieruchomości spadają a my pomimo tego, że oboje mamy pracę nie widzimy jakoś przyszłości. Nikt normalny w tej sytuacji nie pomyślałby  nawet, że można marzyć sobie o dalekim świecie bo sytuacja przygnębiająca i wydaje się bez wyjścia. 
Pomimo tego, angażujemy się w organizację społeczną i rozpoczynamy cykle warsztatów dla dzieci w szkołach. Chyba tak już z czystej desperacji wykładamy na to nasze ostatnie pieniądze bo widzimy ile to sprawia przyjemności dzieciakom. Bronimy się jak opętani aby nikt nie zburzył tego ostatniego bastionu, który trzyma nas w pionie - naszej nadziei. 
Nagle (tutaj nagle oznacza dokładnie półtora roku) przychodzi ten dzień, kiedy gdzieś w środku zaczyna kiełkować pomysł i rodzi się koncepcja. W przeciągu miesiąca zostajemy bez domu ale również odrywamy się od wszelkich problemów. Rosną nam skrzydła a wyobraźnia przenosi nas wszędzie tam gdzie chcemy. W głowie aż trzeszczy od pomysłów i rozpoczyna się ten najpiękniejszy dla nas czas, kiedy czujesz, że jedynie ty sam stoisz na przeszkodzie swoim marzeniom. Puszczamy wodze fantazji  i kończą się ograniczenia. Próbujemy aby ktoś nas wsparł. Szukamy sponsora, bo bilety, szczepionki i wyposażenie. Nikt nie chce pomóc - tłumaczymy sobie, że pewnie nie wierzą, może uznali, że to niemożliwe. Klepią nas po plecach i mówią: "Fajny pomysł" a potem, że skończyły się środki, że na szerzenie kultury to właściwie kasy nie ma. Pieniędzy nie dostaliśmy od nikogo ale wsparcie medialne i owszem. Lista firm i instytucji, która w nas nie zwątpiła jest po prawej stronie naszego bloga a ludzie trzymający za nas kciuki i krzyżujący palce skrywają się w wiadomościach na naszych prywatnych kontach pocztowych.  Za to, że wierzyliście, za to że o nas pamiętaliście mamy najwspanialszy prezent jaki dała nam ta podróż - dziecięcy usmiech:

Niemożliwe nie istnieje!!!

Czas: Teraźniejszy.
Miejsce akcji: Dom - ten prawdziwy :)
Akcja: Właśnie to ... co dzieje się teraz :)




ps.
Ciekawe dlaczego Maroko będzie się mi od dziś kojarzyć ze smakiem truskawek, Moniko :)


2012-02-19

Magia liczb, czasu i przestrzeni....

Na koniec naszej podróży otrzymaliśmy od Was jeszcze jeden piękny prezent. O tym, że miało być 15 krajów w 15 tygodni na 15 rocznicę wiedzieliśmy bo sami sobie taki program nałożyliśmy. Ale to, że w ostatnim dniu na naszym liczniku pojawi się 15 tysięcy odwiedzin sprawiło nam ogromną niespodziankę. Wszystkim czytelnikom, odwiedzającym i tym, którzy z niecierpliwością czekali na każdy kolejny wpis serdecznie dziękujemy za cierpliwość i wyrozumiałość. Specjalnie chcielibyśmy podziękować naszym przyjaciołom i tym, których właściwie nie znamy, że "linkowali" naszą stronę swoim rodzinom i znajomym. To, że wielu ludzi czytało nasz blog udowadnia fakt spotkania obcej nam osoby w innym kraju niż Polska, która dowiedziawszy się, iż stoi przed nią "Zaczarowana Karawana" zaczęła krzyczeć z radości i poinformowała nas o tym, że czyta, że wie, że zna. Ogromna to dla nas przyjemność i szczęście. Fakt, że tu zaglądaliście jest dla nas nieocenionym wyróżnieniem i nadaje sens temu, co robimy. Bo tak naprawdę bez osób nam kibicującym i podglądającym nasze działania, ta podróż byłaby jedną z wielu. Dzięki Wam stała się wyjątkowa, tak jak ukryte w trakcie jej trwania liczby stają się magiczne.
W roku, kiedy wystartowaliśmy nasza rodzina wspólnie miała 100 lat. Rzadkość takiego zjawiska musiała być uhonorowana w sposób specjalny. Do wszystkich piętnastek musi dołączyć nasza starsza córka, która w listopadzie zeszłego roku właśnie skończyła 15 lat. Poza tym zaliczamy w ciągu czterech miesięcy 17 szczęśliwych startów i 17 bezpiecznych lądowań.
Poniżej przedstawiamy sumę pokonanych kilometrów w zależności od sposobu transportu. Nie uwzględniają one dziesiątek kilometrów, które przerodziły się w setki pokonane na nogach oraz wszelkiego rodzaju transportu miejskiego, autobusów, metra, tuk-tuków i dala-dala. 
Zatem drogą wodną pokonaliśmy prawie:
1500 km
Podróżując szynami czyli koleją:
4187 km
Drogą lądową, autem, autobusami i "na stopa" :
8475 km
W powietrzu unosiliśmy się przez:
46232 km
Wszystkiego razem nazbierało się:
60394 km

Nie ukrywam, że powyższe liczby zaskoczyły nas samych ale to matematyka i nie uwzględnia ona naszego zaangażowania i motywacji do pokonania następnego, kolejnego, czasem bardzo trudnego kilometra. 
Jeszcze raz dziękujemy Wam bo jesteście częścią tego planu i głównie dzięki Waszym mailom,  sms-om, komentarzom i zaciśniętym kciukom jesteśmy tutaj, w dodatku cali i zdrowi.
Jak mówią w suahili - Asante sana !!! Dziękujemy :-)


Naszą trasę los kształtował często odmiennie od naszych planów i oczekiwań, droga wiła się i wiodła czasem przez miejsca o których nigdy wcześniej nie myśleliśmy. Otwierały się przed nami drzwi domów w  odległych miejscach i skłaniały do wizyt... nie pozostawaliśmy obojętni na szczere i gorące zaproszenia, co sprawiło, że ostateczna  trasa  wyglądała następująco (w  całkowitą  ilość krajów  wliczaliśmy również  te  tranzytu oraz wyspę, którą potraktowaliśmy wyjątkowo) :

1. TURCJA
2. EGIPT
3. TANZANIA
4. ZANZIBAR
5. OMAN
6. INDIE
7. NEPAL
8. TAJLANDIA
9. CHINY
10. HONG - KONG
11. KANADA
12. USA
13. NIEMCY
14. WŁOCHY
15. MAROKO

z różnych powodów nie we wszystkich krajach zostały przeprowadzone nasze Warsztaty Kultury Polskiej, ale w kilku zrobiliśmy je więcej niż raz więc suma zamknęła się w spodziewanym 15. To był wspaniały czas... 


NIEMOŻLIWE STAŁO SIĘ MOŻLIWE !!!

Cóż, to już koniec wyprawy.... Jednak dla nas koniec to zawsze początek czegoś nowego mamy nadzieję, że tak też będzie tym razem :-)

2012-01-10

Nie najlepiej zorganizowana rodzina na świecie...


Dzisiaj będzie o tym jak nasza "nie najlepiej zorganizowana rodzina" (dzięki Sebastian, to określenie zostało już zaadoptowane przez nasz rodzinny słownik) radzi sobie w świecie. 
Nikt nie przypuszczał wcześniej nawet, jak to jest kiedy przebywa się ze sobą 24 godziny na dobę. Bez wyjść do pracy i szkoły, bez osobnych spotkań z przyjaciółmi i bez "schronienia" we własnym pokoju. Pierwsza myśl, pewnie jest trudno? Wcale nie. Jest inaczej, kiedy twoja rola rodzica powoli, choć nie bez lekkich zgrzytów zmienia się najpierw w partnera. potem w przyjaciela, nauczyciela, kumpla do gier i wariackich pomysłów kończąc wreszcie na swego rodzaju spowiedniku. Role odwracają się i sytuacja jest zupełnie inna niż w domu. Praktycznie nie występuje zjawisko konfliktu interesów bo jesteśmy drużyną, która ma wspólny cel. Jasne... bywa, że gdzieś kółka nie zazębia się jak trzeba i należy sobie przypomnieć kto jest kim, poustawiać nastawy na dobre tory by sunąć po nich ponownie pełnym składem. 
Razem przygotowujemy i prowadzimy warsztaty i sądzę, że dla nas ta podróż to największa i najlepsza psychoterapia pod słońcem. To tak jakbyśmy sami zafundowali sobie warsztaty z przetrwania, z trwania razem i nie pozabijania się nawzajem. Pogłębiamy wiedzę o sobie, uczymy się siebie ponownie, przełamujemy kolejne granice strachu i fobii. Obserwujemy w czasie rzeczywistym jak zmienia się podejście naszych dzieci do nowych rzeczy, jak zmieniają swoje nastawienie i smaki. Poznajemy nowe słowa bo Aisza uprawia słowotwórstwo i tak na przykład  autobus stał się " luksusywny" od luksusowy i ekskluzywny, bądź też fachowiec od specjalistycznych rzeczy jest po prostu "profesjonalistyczny".
Czy coś gubimy? Jasne, że tak! Musielibyśmy mieć inne nazwisko chyba, żeby gdzieś w tajemniczych okolicznościach nie pozostawić cząstki własnego rynsztunku. Tak więc na liście zgubiono-znaleziono znalazły się między innymi międzynarodowy konwerter do zasilania, ponczo Dominiki, dwa zapełnione wrażeniami pamiętniki z podróży, jedną kartę surwiwalową (drugą zabrały nam służby graniczne w Szanghaju), sandały (skradzione na Zanzibarze) i piękna Nepalska czapka Aiszy zgubiona w muzeum w Nowym Jorku. Nie liczymy polarowego kocyka, który podarowaliśmy szczeniakowi w Chinach, który marzł w holu hostelowej recepcji. Jak tak spojrzeć z perspektywy kilku miesięcy i kilkudziesięciu miejsc noclegu to chyba niewiele. Jeśli chodzi o rzeczy znalezione to nie było tego wiele bo wpadło nam w ręce tylko kilka monet i jeden banknot podniesiony z ziemi. Najbardziej jednak wzruszają nas zawsze drobne podarki, które trafiają do nas tak z głębi serca od wielu darczyńców na naszej trasie. Poczynając od pierścionka z różańcem podarowanego przez małą dziewczynkę w Tanzanii, przez rastamańską bransoletkę rodem z Ugandy, różane korale i kawałek kryształu górskiego z Nepalu, bambusowe pałeczki z Tajlandii a kończąc na wisiorku w kształcie serca z Koh Lanty. Z każdą z tych rzeczy wiąże się historia, każda jest wyjątkową, bezcenną pamiątką. Z dziwnych rzeczy wymienić można stale przybywające w zatrważającym tempie różnorakie rzeczy. Na początku nie kupowaliśmy żadnych pamiątek, żadnych ciuchów nawet. Teraz jest jakoś wszystkiego więcej, jakby pączkowały gdy nie widzimy bo nawet plecaki stały się za małe i wyglądają jakby miały za chwilę porwać się w szwach.
Fakt bywało, że czasem nie wiedzieliśmy kiedy i o której mamy lot czy autobus, jak nazywa się miasto do którego jedziemy lub jak dostać się z punktu A do punktu B ale chyba właśnie o to w tej podróży chodzi. W takim pędzie czasem "gdzie i kiedy" ma mniejsze znaczenie niż "z kim" i "po co".
Jedyną rzeczą, którą opanowaliśmy do perfekcji to pakowanie. Na początku zajmowało nam to pół dnia, teraz wystarczy niespełna godzina i jesteśmy gotowi o drogi. Przejścia graniczne, bramki, kontrole, kolejki to chleb powszedni. Nawet kilkakrotne wywalanie wnętrzności Dominiki torby i wieczne kłótnie przy odprawie samolotowej o to czy nasz bagaż jest podręczny czy też nie, nie robią na nas większego wrażenia.
Spanie na ławkach, podłodze, krzesłach i w samochodzie, w mrozie, deszczu, wietrze i w upale, stało się stałym elementem  naszej podróży. Higiena utrzymywana w toaletach do których normalnie trzeba wchodzić w masce przeciw gazowej, gdzieś gdzie trudno o wodę i prywatność - no tak normalnie, gdzie się da. Kilometry wydeptane w różnych częściach świata, w błocie, w deszczu, w śniegu i w upalnym słońcu. To wszystko spaja bardziej niż stoczniowy spaw. Czujemy, że jesteśmy bliżej siebie i chyba w końcu, oto właśnie chodziło :)
Dzisiaj zamiast powtarzać frazesy przemówimy siłą fotografii, która często więcej przekazuje niż setki słów.  Wpis jest o nas więc zdjęcia też będą głównie o nas...
Z tym większą dumą pokazujemy poniższe zdjęcia ponieważ niemal wszystkie wykonały nasze córki :)





































Na koniec pozdrowienia od kosmitów...bo dla wielu jak się okazuje takimi właśnie się jawimy :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...