Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konya. Pokaż wszystkie posty

2012-02-29

Podróż przez religie i wierzenia świata- część II

"Religia to dusza, niezależnie od tego czy przystępuje się wówczas do komunii, 
czy odbywa pielgrzymkę do Mekki"
Hermann Hesse - Demian
rozdział szósty, Walka Jakuba

Katmandu, Nepal.

Konya, Turcja.

Meczet Błękitny - Istambuł.

Meczet Sułtana Ahmeda - Istambuł.

Wnętrze Błękitnego Meczetu.

Na drodze z Dar es Salaam do Mikumi, Tanzania.

Kościół w Stone Town, Zanzibar.

Świątynia Mahalakshmi - Mumbai.

Elephanta Caves.

Jaipur - Indie.

Agra, Indie.

Wnętrze  świątyni Gurudwara Bangla Sahib - Delhi.

Ablucja w mieszczącym się obok świątyni basenie.

Podczas ablucji w ręku trzymany jest łańcuch - droga powrotu na brzeg.

Bahtapur - Nepal.

Okolice Katmandu, Nepal.

Podróż przez religie i wierzenia świata - część I

"Podróże są jak ożywcza kąpiel dla umysłu, jak rysunek Medei,
 który sprawia, że znów jesteś młody."
                                           Hans Christian Andersen - "Baśń mojego życia".
                                                                       Rozdział VII

Przed świątynią Gurudwara w Delhi.

Krzyż na kościele w rezerwacie rdzennych mieszkańców Ameryki Płn.

Myślę, że zbędny jest tu opis.

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy W Berlinie.

Duomo St. Maria Nascente di Milano.

Portret Rumiego w Konyi.

Meczet Koutoubia, Marrakesz.

Meczet na południu Turcji.

Sąsiadujące ze sobą kościół i meczet - Marrakesz.

Kościół katolicki - Tanzania.

Swayambhunath -Katmandu, Nepal.

Katmandu, Nepal.

Świątynia w drodze z Katmadu do Bakhtapur.

Kathmandu - Durbar Square.


Boudhanath Stupa -Katmandu.

Boudhanath Stupa -Katmandu.

Boudhanath Stupa -Katmandu.

Świątynia przy Boudhanath Stupa -Katmandu.

Obrzędy pogrzebowe - Nepal.

Istambuł, Turcja.

Konya, Turcja.


2011-10-21

Konya pachnąca różami

Konyę (Konję) odwiedza się zwykle głównie z jednego powodu - dla Rumiego. Jalal ad-din Rumi, poeta i mistyk suficki żyjący w XIII wieku jest jednym z najbardziej znanych i uznanych na całym świecie twórców literatury perskiej, choć niestety w Polsce jego twórczość nadal pozostaje niedoceniana i nieodkryta. Nazywany w Turcji po prostu Melvana ( Nauczyciel ) jest widoczny i rozpoznawany wszędzie w mieście i okolicach. Jego postać odnaleźć można na plakatach, rzeźbach, wystawach sklepów, restauracji i kawiarni . Nawet ciastka i cukierki sprzedawane są z jego podobizną lub symbolicznym znakiem tańczącego derwisza odnoszącym się do utworzonego przez Rumiego zakonu Tańczących Derwiszy. Rumi urodził się w mieście znajdującym się na terenie dzisiejszego Iranu i w wieku kilku lat przeprowadził się wraz z rodzicami do Konyi, która w ówczesnych czasach była stolicą prowincji. 



My Konyię odwiedziliśmy również w znacznej części dla Rumiego. W szczególności mnie bardzo interesuje historia i miejsca związane z tym wspaniałym poetą. Poznani w szkole s Niyaz Usta nai nowi, wspniali przyjaciele, nauczycielki angielskie zabrały nas po południu do muzeum, gdzie znajduje się wiele ciekawych eksponatów związanych z życiem i twórczością Rumiego. Dzięki naszym przewodniczkom dowiedzieliśmy się na przydkład, że w dniu śmierci Rumiego sarkofag jego ojca samoistnie podniósł się do pionu Odwiedziliśmy tam również mauzoleum, w którym pochowany jest Melvana oraz wielu jego towarzyszy oraz uczniów związanych z zakonem sufich. Atmosfera w tym miejscu jest bardzo wyjątkowa. Czuć wielki szacunek, którym muzułmanie otaczają Rumiego.


Do miejsca z grobowcami wchodzi się jak do świątyni, trzeba być odpowiednio ubranym, kobiety (jeśli chcą) okrywają głowę a jeśli nie mają swojej chusty mogą wypożyczyć jedną z leżących w pojemniku przy wejściu. Należy też zakryć buty pokrowcem, takim jak u nas w szpitalach. Niektórzy muzułmanie ściągali obuwie i pozostawiali je przed wejściem.  Wyjątkową uwagą cieszy się inkrustowana masą perłową stara skrzynka stojąca w szklanej gablocie pośrodku ostatniego pomieszczenia. Według zapewnień wielu osób jest tam schowana relikwia Proroka Mahometa, kosmyk jego brody. Zadziwiające jest to, że w całym pomieszczeniu unosi się wspaniały, zniewalający zapach róż. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to jeden z piękniejszych zapachów jaki kiedykolwiek poczułam. Wszyscy z zaciekawieniem rozglądaliśmy się, szukając źródła tego zapachu gdy nagle pewien modlący się staruszek,  z wielkim przejęciem i wzruszeniem na twarzy podszedł do Aiszy, wziął ją za rękę i podprowadził do gabloty z "brodą". Wskazał mały otwór w dolnej części szklanej szyby i uniósł ją pod ramiona.  Popatrzył na naszą małą  Aiszę, która miała chustę na głowie i ze łzami w oczach pogłaskał ją po włosach, po czym wrócił do modlitwy. Potem my nachyliliśmy się do otworu i już wiedzieliśmy co tak pachnie - to była właśnie ta skrzynka. Zadziwiające jest to, że wszyscy z którymi rozmawialiśmy są przekonani, że to nie jest żadna mistyfikacja a jeden z prawdziwych cudów. Mnie zastanawia powiązanie i podobieństwo do opisów wielu chrześcijańskich źródeł, potwierdzających, że ludzie, którzy mieli objawienia Maryji, matki Jezusa również odczuwali niebiańsko piękny zapach róż..... hmmm może jednak coś w tym podobieństwie jest... sami ocencie.


O Rumim mogłabym pisać w nieskończoność i jeśli ktoś jest zainteresowany jego twórczością zachęcam do zajrzenia na nasz blog gdzie znajduje się kilka jego utworów w autorskim tłumaczeniu na język polski (niestety z angielskiego) : http://rumi-mevlana.blogspot.com/

Po pobycie w muzeum Rumiego zostaliśmy zaproszeni najpierw na długi spacer, potem na kawę i zabójczo mocną herbatę do najwyższego w mieście budynku, którego górna część okręca się w okół osi i można w ciągu godziny zobaczyć całą panoramę Konyi i okolic. Dołączyli do nas mężowie naszych znajomych i jedna córeczka. Zrobiło się niezwykle przyjemnie i w rodzinnej atmosferze spędziliśmy wspólnie cały wieczór. Wspaniali, weseli  i pomocni ludzie - patrząc przez ten pryzmat, w Konyi ma wyjątkowych mieszkańców.

 Następnie zabrali nas do małej, swojskiej knajpki na wspaniałą specjalność tego miasta: długie na prawie póltora metra, płaskie "zapiekanki" z różnymi dodatkami. Kelner podaje je nad głowami gości na długich deskach po czym sprytnie zsuwa je na stół. Robione są oryginalnie w 4 wersjach z mięsem mielonym, mięsem ciętym, mięsem i serem oraz z samym serem. Całość podaje się na pokrytym papierem stole, rozrywając je rękoma na kawałki i jedząc wraz z sałatką ze świeżych pomidorów i pietruszki oraz zagryzając sosem jogurtowym i ostrym paprykowym. Na wierzchu zapiekanek położone były długie, zielone ostre papryczki, które nadawały daniu wspaniałego posmaku. Po tak intensywnie spędzonym dniu znajomi załatwili nam tani nocleg w "Domu Nauczyciela". Jutro rano ruszamy dalej na południe.... podobno czeka nas tam wspaniała pogoda.... do zobaczenia przy następniej okazji dostępu do internetu.

2011-10-20

Milk and honey... najlepsza szkoła w kraju :)

Jesteśmy w Konyi... o, tak. Chyba się rozkręcamy, jakbyśmy grali w kolejnym odcinku "The Amazing Race". Szukamy jakiegoś łącza z cyber światem i trafiamy na mega zakręconego właściciela kafejki internetowej. Ze względu na fakt sporej koligacji niemiecko-tureckiej, kalecząc język naszych zachodnich sąsiadów udaje nam się przekonać właściciela do wcześniejszego otwarcia biznesu. Łapiemy kilka namiarów, skype-ujemy do babci, odpisujemy na maile i przez discount spożywczy tniemy do informacji turystycznej. Tam smutek, derwisze wirują w soboty a my nie mamy tyle czasu. Po adresie szukamy namierzonej wcześniej szkoły podstawowej. Trwa to ponad godzinę bo niby wszyscy wiedzą gdzie to jest ale kręcą nami jak obrotowymi drzwiami w banku gdańskim. W końcu taki młody koleś z psem husky (tutaj nastąpiło lekkie zdziwienie) naprowadza nas idealnie:
 - Duz kavsak ve sol ile....


No i pięknie. Stoimy naprzeciw gmachu szkoły Meram Niyaz Usta. Dominika idzie pogadać czy wogóle mają ochotę na współpracę. Po pięciu minutach wybiega i woła:
- Chodźcie, robimy warsztaty!
- Kiedy?- pytam grzecznie.
- No teraz a właściwie to już.
Jaka szkoła, taki dyrektor i nauczyciele - wspaniali. Odrazu poczuliśmy się jak w rodzinie. Zaprosili nas na lunch w postaci dwóch wielkich blach takiego ciasta w twarogiem na ciepło. Wiadomo, herbata bo inaczej nie można kontynuować rozmowy. Padło kilka pytań. Skąd jesteśmy, dlaczego to robimy i o co, właściwie chodzi. Po odpowiedziach sprawa była jasna.


Zaproszono nas do małej auli z projektorem i nagłośnieniem. Wraz z nami trzy nauczycielki angielskiego  i dyrekcja szkoły. Poproszono dzieci klasy czwartej na warsztaty i ruszyło ;) Najpierw pierwsze delikatne stuknięcia w klawisze fortepianu, polska flaga, godło i w tle muzyka  Chopina.
Takiego czegoś jeszcze nie widziałem, słuchają wpatrzeni w obraz, na którym przewijają się slajdy o Polsce, głośno reagują na fotografie o zwierzętach żyjących w naszym kraju. Podoba im się bałwan w zimowej scenerii ale dzieci mówią, że też takie robią. Zaskoczenie przy zdjęciu borowika. Nauczycielka mówi, że w Turcji też zbiera się grzyby a potem pekluje w słoikach. Znani polacy - wszyscy znają papieża polaka i rozpoznają Chopina - ale euforia jest przy zdjęciu z śmigusa dyngusa. Smieją się gdy widzą chłopców oblewających dziewczynki wodą z wiadra. Zdjęcia z polskich szkół niwelują różnicę - w końcu mają tak samo jak my. Polskie miasta, pytania o stolicę aż dochodzimy do nauki kilku słów po polsku. Dzieci z planszy czytają napisy po angielsku, potem polskie tłumaczenie wraz z transkrypcją. Jednym chórem wołają "cześć", "jak się masz?" i tak dalej...


Potem dostały do pokolorowania szkice polskich strojów regionalnych i coś słodkiego, mleczne krówki. Na koniec bliźniaki, które miały najbliżej termin urodzin odcisnęły swoje dłonie kolorowymi farbkami na naszej fladze. Nauczycielka wpisała ich imiona a potem dopisała:
"Don't forget us. Turkey"
Zrobiło się strasznie miło. Panie zabrały nas do pokoju nauczycielskiego, porozmawialiśmy już tak na swobodnie przy napoju jogurtowym Ayran o życiu szkolnym, o trzy miesięcznych letnich wakacjach dla uczniów, o systemie nauczania (oni zmienili z 6/3/3 z powrotem na 8/4). Przedstawiono nam całe grono nauczycielskie a potem oprowadzono po szkole. Bardzo pięknej i nowoczesnej szkole, pełny monitoring, ochrona, w salach zamiast tablic multimedialne projektory.


Historia jej jest krótka bo sześcio letnia ale widać ogrom włożonej pracy. Ufundował ją sponsor, który włożył wiele swoich oszczędności aby dzieciaki miały swoje przyjazne miejsce. Powiedziałem dyrektorowi, że powinien być dumny z takiego miejsca nauczania. On prowadzi nas do głównej bramy, pokazuje nam dwa krany po obu stronach. Raz w roku płynie tędy mleko i miód ... taka jest najlepsza szkoła w Turcji :)  miodem i mlekiem płynąca.




O tym jacy ludzie mieszkają w Konyi, co się tutaj jada i kim był Rumi ... jutro, bo padam na twarz :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...