Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morocco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morocco. Pokaż wszystkie posty

2012-02-16

Pocztówka z czerwonego miasta.

Mozaikowy zellidż powinien składać się z maluteńkich kawałków ceramiki.

Meczet i kościół obok siebie - jasne, że można.

Człowiek balon :)

Koutoubija oczami dziecka...

Przepiękne kilimy.


Jamaa el Fna o zmierzchu.

Autobus turystyczny - 170 MAD i zgadnijcie jakiego języka nie ma w ofercie ?

Beige taxi.

Who let the snakes out ?



Fez to europejska nazwa nakrycia głowy - Tarbusza.

Na śniadanie...naleśniczki :)

2012-02-15

Po pierwsze Marrakesz!

"Myśli są jak piasek Sahary, jeśli nie skropisz ich wodą,
przesypią ci się przez palce."
- R. Kwiatkowski "Przysłowia i aforyzmy"




Trzeba zebrać w sobie wszystkie te wspomnienia i w pamięci podróżować przez kontynenty ale nie jest  to teraz takie proste. Tutaj wychodzę na ulicę i idę przed siebie. Gdziekolwiek nie zajdę, widzę coś co wprawia w osłupienie. Przechodząc przez mury otaczające medinę wchodzisz po trzech stopniach i już jesteś w ogrodzie. W bardzo nowoczesnym ogrodzie a właściwie parku. 

Stu letnie drzewo oliwne.




Od ostatniego razu, kiedy tutaj zajrzeliśmy, dwa lata temu zrobiło się gęściej i bardziej zielono od roślin. Dopiero tym razem zauważamy stu letnie drzewo oliwne ale na pewno nie przegapimy porozrzucanych tu i ówdzie słupów z drewnianym daszkiem, na których wiszą dotykowe ekrany. Chłopcy logują się na "Fejsa", turyści szukają w internecie podpowiedzi na temat Marrakeszu a my... odpalamy nasze strony i robimy dokumentację fotograficzną :)  Lekko podchmielony lub niezwykle "wczorajszy" gość z całą stertą przewodników w różnych językach świata - poza polskim - proponuje nam cudny program zwiedzania miasta. Kiedy mówię, że z Polski, uśmiecha się szeroko ukazując niezwykłą zagadkę stomatologiczną w postaci tak zwanego "gruzu" w ustach a jego zmęczona życiem twarz promienieje. Przyczepia się oczywiście do piłki nożnej i pyta: 
- Dlaczego? - robiąc przy tym taki grymas jakbym mu babcię harmonią zabił.
- Co dlaczego?! - odpowiadam pytaniem, że niby nie wiem o co chodzi.
- Dlaczego po mundialu w '82-gim nie macie sukcesów w piłce?
Cholera - pomyślałem - człowiek ma większą wiedzę w tym temacie niż ja. Skupiam się w sobie i jadę jako dyplomata, co by nikogo nie urazić:
- Są zawodnicy zdolni, dobry trener jest, tylko coś gra nie idzie.
- No jasne! Jak się ma Podolskiego i Klose to są zawodnicy. - jedzie gość dalej wywijając mi przed oczami przewodnikami.
- Podolski? Klose? Nie widziałem takich nazwisk na koszulkach naszej reprezentacji. Może to Niemcy jacyś. - palę głupa bo koleś mnie przeraża,
Uśmiech na jego twarzy gaśnie, resztki uzębienia chowa za pomarszczonymi ustami, patrzy na mnie jak na jakiegoś kosmitę, otwiera przewodnik i pyta bez ogródek:
- Dokąd chcesz teraz iść?
- Do ogrodów Agdal. - mówię całkiem poważnie.
Koleś parcha śmiechem, tak że opluł mi koszulkę i tańczy na jednej nodze. 
- A co jogging? - zapytuje oglądając mnie lekko z obu boków.
- Nie! No ogród chciałem obejrzeć. Wiesz, drzewa, krzaki... może róże jakieś są. - odpowiadam piłkarskiemu specjaliście.
Facet pochyla się do przodu, jakby chciał sprzedać nielegalne tu zielsko i mówi do mojej klatki piersiowej konspiracyjnym głosem:
- Nie! Słyszałeś? Powiedziałem NIE...
- Ale... - próbuję mu nieskutecznie przerwać.
- Idź tu. - wskazuje dwa miejsca na mapie. - Nigdzie indziej nie łaź. Potem mi podziękujesz i miłego dnia.




Faktem jest, że Monika mówiła wcześniej abyśmy sobie odpuścili ale uparciuchy z nas i jak sami nie sprawdzimy to nie uwierzymy. Ale po tej akcji rezygnujemy i uderzamy w pierwszy punkt czyli do Dar Si Said. Przy wejściu najpierw lekkie targi, co by przyoszczędzić na wejściówce i znów się udaje nie płacić za dzieciaki. Choć cena jest niska bo tylko 10 MAD to już na samym wstępie dwa skąpiradła są usatysfakcjonowane :) Prywatne muzeum skrywa w swych olbrzymich pomieszczeniach skarby w postaci drzwi z terytorium Maroka, elementy sakralne, ceramikę, biżuterię berberyjską i ubiory oraz niezwykłą w swej konstrukcji karuzela. W zachwyt wprawiają drewniane, rzeźbione sufity oraz posadzka. Po raz pierwszy widzieliśmy królewski zellidż, układany z marmurem oraz przepiękną tradycyjną posadzkę pokrytą ceramiką: bedżmat.





Zellidż królewski połączony marmurem - posadzka.

Biżuteria berberyjska.


Fotografia marokańskiej karuzeli...

... i oryginalny wagonik. 

Kolejny wskazany obiekt to Palais Bahia - kompleks pałacowy wraz z ogrodami. Stworzony przez wielkiego sułtana, wizjonera  Si Moussa dla użytku własnego wraz z ogrodami zajmuje ponad osiem tysięcy metrów kwadratowych, nie bez przyczyny jego nazwa oznacza brylant. Pretendujący do miana najpiękniejszego owych czasów zawiera niespotykane tutaj duże podwórze otoczone zadaszonym gankiem oraz wspaniałe ogrody oraz pomieszczenia. Tradycyjny riad - czyli ogród w dziedzińcu - musiał składać się trzech zamykanych pokoi mieszkalnych oraz otwartego pomieszczenia dziennego. Po środku niezbędnym elementem była zieleń i fontanna z szumiąca wodą... taka namiastka raju na ziemi. Część pałacu przeznaczona była na harem a na drzwiach i okiennicach oblubienice władcy mogły malować elementy przypominające im rodzinne strony. Jedna okiennica przykuła naszą uwagę a na niej coś w podobie do haftów kaszubskich :)

Z zewnątrz, jak nakazuje tradycja - skromnie.

Widzicie podobieństwo do polskich kwiatów?

Podwórze riadu w lustrzanym odbiciu.






Ogrody Agdal obejrzymy zatem następnym razem :)

Boyz in Da Hood...

... i właściwie, tyle w temacie :)







A na deser Pan Turban Z Jammy:


2012-02-11

Jutro? Tak, jutro. Jutro dojrzeją wszystkie morele...


Nikt tak bardzo nie chciałby zrozumieć zagmatwanego sposobu myślenia Marokańczyków jak my. Trudno nam pojąć ich drogę rozumowania i wejść w ich buty bo wypiliśmy litry europejskiego mleka a wraz z nim czarnoziem, na którym rosła trawa pożarta później przez urodziwe biało czarne krówsko. Nic nie wiemy o tym, co zapuściło korzenie w czerwoną ziemię Maroka a potem dało piękne żółte i pomarańczowe owoce. Zupełnie tak samo jak ciężko im jest zrozumieć nas. Jak pisze Tahir Shah w "Domu Kalifa"  wielu z nich nie rozumie starego powiedzenia:
"Dwie trzciny piją wodę z tego samego strumienia. 
Jedna jest pusta, a w drugiej - słodki miąższ".


Co takiego nas  odróżnia, że staje się przeszkodą we wzajemnym rozumieniu. Kultura i obyczaje. A tego nie wolno zmieniać, można się przybliżyć, wziąć sobie garstkę i się poczęstować. Mam takie dalece idące przypuszczenie, że nam Polakom, jest chyba bliżej do mieszkańców kraju zachodzącego słońca niż reszcie obywateli Europy. Nigdy nie patrzeliśmy na inny naród z góry spod kolonialnego kapelusza a wręcz przeciwnie. My tak samo przeszliśmy ciężką drogę do bycia wolnym a zabawę, spontan i lubość do zaspokojenia brzucha dobrą strawą mamy we krwi. Też lubimy pomachać szabelką  a potem usiąść do wspólnego stołu. Ułańską fantazję można bardzo szybko skojarzyć z tą marokańską (ostatni widok: czterech gości pędzących na motorynce i ich wspólny śpiew)  a wartości obu narodów są i były zawsze podobne. Choć w Polsce wielu o tym już zapomniało, tutaj nadal pielęgnuje się zasadę, według której setki lat temu powstało przysłowie:
" Jeśli jesteś zamożny podziel się swoim bogactwem.
Jeśli jesteś biedny, podziel się sercem."


A teraz, żeby nie było tak miło kilka słów o tym, co może zdziwić, zaskoczyć i zachwycić.
Teraz przyszedł czas aby skomentować to co działo się przez ostatnie kilka dni. Poza bywaniem na farmie i cieszeniem się naturą, jakiś czas spędziliśmy w Gueliz oraz na medinie Marrakeszu. Spotkaliśmy się z naszym wspaniałym przyjacielem El Housainem, który poświęcił nam swój czas i specjalnie dla nas przyjechał, jadąc z Casablanki do Warzazat. Dzięki Monice mieliśmy przyjemność poznać wyjątkowych ludzi, między innymi Polaków stacjonujących, jak i tych, którzy ciągle są w drodze. Wieczorkami przesiadując na herbacie lub zupie na Jammie, wchłanialiśmy życie starej części miasta i jak skomentowała nas Monika: „Patrzę a oni siedzą sobie tak spokojnie... jakby byli stąd.” 


Śmieszne ale to właśnie tutaj, wśród tego zgiełku, nawoływań, gwaru i wiecznego ruchu czujemy się wyjątkowo dobrze. Nie przeszkadza nam pojawiający się niekiedy, znany z niedoskonałości systemu kanalizacji zapaszek. Nie robi nam też różnicy brak laboratoryjnej czystości, hę, kto bywał u nas w domu pewnie się nie dziwi :) Poza tym takie osobowości jak koleś w niewyobrażalnie wielkim turbanie, który według jego użytkownika waży ponad pięć kilogramów i chroni przed słońcem (a zapytany ile czasu wytrzymałby w tym na pustyni, zawstydzony przeprasza i odchodzi) nie mogłyby istnieć bez tego wielkiego cyrku. Po wypiciu świeżego soku z pomarańczy, po zakupie malutkiego woreczka prażonych migdałów, żal nam odchodzić z tego miejsca... zwłaszcza, że ceny za przejazd autobusem wzrosły z 1.5 do 3.5 MAD – jako dodatkową „atrakcję” Dominika zawsze może liczyć na lekkie podszczypywanie w czasie wsiadania. Wiem, że ona tego nienawidzi i czasem musi zrugać jakiegoś gościa, to jednak zawsze daje sobie radę. 


Można by oczywiście wziąć taksówkę ale nas to nie bawi... chociaż czasami i owszem. Na przykład, kiedy patrzysz jak na chodniku stoi grupa dziewięciu młodzieńców i zatrzymują „Beige Cab” (taksówki w Marrakeszu mają kolor beżowy, jednak myślę, że jest inne, trafniejsze określenie tego koloru ale z przyzwoitości go tu nie użyję). Taxi podjeżdża i choć jej gabaryty przypominają bardziej Daewoo Tico niż nowojorskie krążowniki to jednak po chwili rusza i nikt nie zostaje na chodniku. Z gumy ???


Generalnie ceny tutaj stoją w miejscu a przelicznik do Euro i Dolara właściwie się nie zmienia. Miseczka zupy na Placu wciąż kosztuje 3.5 a sok z pomarańczy 4 MAD, paliwo stale oscyluje wokół 4 złotych więc teraz jest taniej niż w Polsce... i to sporo. Jednakże ceny noclegów na medinie zróżnicowały się dziwacznie a system bazy noclegowej uległ znacznej modyfikacji i regulacji. Za to wciąż nie zmienia się podejście, wyluzowane, lekko cyniczne takie typowo „afrykańskie”. Nadmienić musimy, że sytuacja dotyczy tej tańszej półki, wyżej jest inaczej, zupełnie inaczej. Coś, co w internecie, na jednej ze stron rezerwacyjnych (hostelworld.com, hostelbookers.com itp.) wygląda całkiem nieźle (brawo dla fotografa i programów komputerowych), kosztuje wcale nie mało i co najdziwniejsze – ma dobre notowania bo około 70-80% pozytywnych referencji (podejrzewamy, że większość podrabiana) – w konfrontacji na żywo okazuje się być brudną norą z wszechobecnym półmrokiem, z odpadającymi kaflami zeldż i nie zmienianą pościelą. Dodatkowy bonus to zarządzanie przez obrażoną i zaspaną w środku dnia parę (bez skojarzeń.... pani spała na krzesełku przy wejściu a pan w jednym z gościnnych łóżek). Istny DRAMAT!! Ale jeśli myślisz, że to przypadek bardzo się mylisz..... próbowaliśmy kilkakrotnie i schemat się powtarzał. Oczywiście były małe zmiany ale polegały one raczej na tym, że obsługa bez żenady drzemała na kanapach w holu, zarządzającego „właśnie chwilowo” nie było w obiekcie i kazano nam czekać godzinę po to by ostatecznie zaproponować przeniesienie się do innego riadu - podobno kuzyna! Zrobiona wcześniej rezerwacja bowiem okazuje się być mało ważna, bo gość z „naszego” pokoju jeszcze się nie wyniósł. O 18-tej ? Kto zatem nad tym panuje? Może się to wydać nie do wiary ale w hotelu nie było komputera by sprawdzić czy w ogóle zrobiliśmy rezerwację (i co gorsza potwierdzić, że wpłaciliśmy zaliczkę). W jednym z riadów i to takim ze średniej półki zaproponowano nam absurdalną jak na widoczne warunki cenę (typowo zaporową) i pomimo całkowitego braku obłożenia, pan zarządzający nie był absolutnie zainteresowany klientem i jak najszybciej odprawił nas z kwitkiem by powrócić do przerwanej wcześniej drzemki na fotelu recepcyjnym. Tak niestety często wyglądają tu guesthousy, hoteliki, hostele, riady i dar'y zarządzane w lokalny sposób, który można nazwać „INNYM” prowadzeniem biznesu. My powoli przestajemy się dziwić bo trzeba zrozumieć, że tutaj nie liczy się pieniądz ale czas. To całkiem odmienne postrzeganie hotelarstwa ale i również wielu innych dziedzin biznesu. Banki – czynne 3-4 godziny dziennie, restauracje – zamykane na kilka godzin w ciągu dnia, autobusy – jeżdżące nie według rozkładów a raczej „widzi-misię” kierowców, a i przystanki robią sobie gdzie chcą (według postrzegania turysty – brak bowiem słupków) i jeśli tak zdecydują, to nie zabierają nowych pasażerów (i już! ;-)... w Europie nie do pomyślenia.... tutaj to normalne.


Na medinie Marrakeszu większość riadów (i dar-ów) proponuje ceny za łóżko, oscylując jedną ceną za pokój – czyli nie ważne ile łóżek w pokoju cena za pokój ma docelowo wyjść taka sama. Coraz częściej w riadach nawet wyższych kategorii spotkamy tu warunki hostelowe (jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia) i tak zwane dormy z piętrowymi łóżkami, wspólną łazienką często na korytarzu. Ma to swoje plusy bo podróżując indywidualnie na ograniczonym budżecie można przenocować się w tak zwanym riadzie już za około 7 Euro, ale ma też minusy bo niektóre z nich tracą swój niepowtarzalny klimat „pałacu z baśni tysiąca i jednej nocy”. Jeśli Marrakesz zagubi gdzieś po drodze swoją magię, swoją wyjątkowość i swój prestiż... w niedługim czasie stanie się zwykłą noclegownią i cały czar pryśnie. A tego przecież byśmy nie chcieli, prawda ?!


Widzieliście już najpiękniejszy dworzec kolejowy? Nie, to zerknijcie na ten w Marrakeszu. Czyściutko, cichutko, elektronicznie a fuzja szkła, aluminium i ruchomych schodów z marokańską elegancją, szykiem i tradycją w tym wydaniu wprawia w zachwyt. Kilkanaście tablic elektronicznych informujących o odjazdach, najlepiej działające  darmowe Wi-Fi jakie uchwyciłem i pełen spokój to klimat, który panuje na tym dworcu. 





A dla uzupełnienia przyjemności wizualnych, po drugiej stronie ronda budynek Królewskiego Teatru.


O ogrodach Marrakeszu napisano już setki stron i opublikowano tysiące zdjęć, więc ja.... też dołożę się do tego cudownego zbioru :) Mój wkład to zdjęcia  z Jardin Majorelle. Pisałem już o tym ogrodzie na www.naszemaroko.blogspot.com lecz teraz uzupełniam galerię o kolejne fotki:











ps.
Choć tekst może się wydawać miejscami nieco schizofreniczny, jako całość jest spójny i odpowiada całkowicie tutejszemu klimatowi... po prostu: Witajcie w Maroku :)

Brama wjazdowa dla Royce'a?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...