Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Istambuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Istambuł. Pokaż wszystkie posty

2012-02-29

Podróż przez religie i wierzenia świata - część I

"Podróże są jak ożywcza kąpiel dla umysłu, jak rysunek Medei,
 który sprawia, że znów jesteś młody."
                                           Hans Christian Andersen - "Baśń mojego życia".
                                                                       Rozdział VII

Przed świątynią Gurudwara w Delhi.

Krzyż na kościele w rezerwacie rdzennych mieszkańców Ameryki Płn.

Myślę, że zbędny jest tu opis.

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy W Berlinie.

Duomo St. Maria Nascente di Milano.

Portret Rumiego w Konyi.

Meczet Koutoubia, Marrakesz.

Meczet na południu Turcji.

Sąsiadujące ze sobą kościół i meczet - Marrakesz.

Kościół katolicki - Tanzania.

Swayambhunath -Katmandu, Nepal.

Katmandu, Nepal.

Świątynia w drodze z Katmadu do Bakhtapur.

Kathmandu - Durbar Square.


Boudhanath Stupa -Katmandu.

Boudhanath Stupa -Katmandu.

Boudhanath Stupa -Katmandu.

Świątynia przy Boudhanath Stupa -Katmandu.

Obrzędy pogrzebowe - Nepal.

Istambuł, Turcja.

Konya, Turcja.


2011-10-23

Turkiye - podsumowując.

Powoli żegnamy się z tym balansującym pomiędzy kulturami krajem. Jesteśmy pełni podziwu dla jego nowoczesności a ludzie, których spotkaliśmy po drodze byli świetni. Nawet jeśli problemem było czasem porozumiewanie się, to i tak wspólnymi siłami zawsze dobrnęliśmy do celu - bez bakszyszu w dodatku. Jednym słowem Turcja jest rewelacyjna i nie wolno jej oglądać z okna hotelowca nad morzem ;) Wykupujcie wycieczki lub wsiadajcie w autobus i oglądajcie...
Ważne wyrazy na start:
cikis - wyjście
giris - wejście
sao -dzięki
otogar -autokar
tavuk - kurczak
ekmek - chleb
durum - naleśnik pszenny
cips - frytki
dogal mineralli su - woda mineralna
dogal kaynak suyu - woda źródlana
Kilka słów o jedzeniu:
Jeśli ktoś ma zamiar trzymać dietę to Turcja nie jest dobrym dla niego miejscem. Jej mieszkańcy są bowiem mistrzami w kulinarnej dziedzinie. Począwszy od wypieczonego bajgla sprzedawanego na ulicy (1TL), poprzez smakujące jak pieczone w ognisku ziemniaczki grillowane kasztany, na przeróżnych słodkościach kończąc. Ja wreszcie odnalazłem upragniony smak baklawy. Te słodkie, miodowe ciasteczka z mielonymi orzeszkami występują tutaj w wielu wariacjach - również w wersji czekoladowej.


My wsmakowaliśmy się w ryż zawijany w liście winogron - yaprak sarma, w jajecznicę z papryką i pomidorami - menemen, zupę (szorba) w wielu odmianach, kebab oczywiście do wyboru z kurczakiem lub baraniną, koftę - mielone mięsne kuleczki oraz słony jogurtowy napój -ayran.
Ze słodkości wyjątkowe są orzechy włoskie zatopione w gęstym soku z winogron oraz miód sprzedawany wraz z kawałkiem woskowego plastra - petekli cicek bali.
Jeśli gdziekolwiek zrobiłem błąd w tureckiej pisowni to mnie poprawcie ;)
Na koniec to co mnie zaskoczyło najbardziej:
- w szkołach klasy mogą liczyć nawet około 60 uczniów,
- na autostradzie pomiędzy autami można spotkać sprzedawców bananów, bajgli oraz bębęnków, ogólnie kwitnie przedsiębiorczość, ryzyko małe bo sprzedaż odbywa się głównie w korkach,
- paliwo kosztować tutaj może nawet około 8 złotych za litr,
- na drogach szybkiego ruchu jest taki środkowy pas na który można wjechać z obu zewnętrznych pasów w dwóch kierunkach - nazwałem go pasem kamikadze ;) znając temperament tureckich kierowców trzeba być niezwykle czujnym i ostożnym...

ps.
W czasie podroży ludzie dowiadują się o sobie więcej niż w czasie calego życia. Ja na przyklad dowiedziałem się ze moja żona przeczytala kiedyś cały atlas grzybow... i to po czesku ;-0
Arletce zmienia się i kształtuje smak, zaczęła bowiem zajadać długie, ostre papryki i twierdzi, że są spoko, kiedy nam wypalało usta - zobaczymy co będzie dalej :)
Dziś wieczorem ruszamy na Afrykańską ziemię.... no to życzcie nam udanego lotu przez Kair do Dar es Salaam w Tanzanii

No no no ... Constantinopoli !

Jesteśmy wymordowani i to tak, że żadne dwa kilogramy granatów ani zielone mandarynki nie są w stanie tego zmienić. A propos, zielone mandarynki w środku są pomarańczowe i do tego niewiarygodnie dobre.
Metro, tramwaj, dalej z buta. Sulatanahmet to chyba już będzie nasza dzielnica. Zresztą po drodze poznaliśmy koleżkę, który wyjątkowo dobrze mówił po polsku. To znaczy, że poza "jak się masz kochanie" i takimi tam, porozumiewał się w stopniu zaskakująco dobrym.
- A most Polonez już widzieliści? - pyta.
No, nie bo nawet o nim nie słyszeliśmy.
A on na to, że 150 lat temu dotarła z Polski do Istambułu ogromna fala uchodźców czy emigrantów. Założyli nawet swoją polonię i coś w rodzaju dzielnicy. Pracowali ciężko i ponoć budowali wspomniany wcześnie most. Ciekawe...
Pięknie się pożegnaliśmy, wymieniliśmy uściskami i pognaliśmy dalej oglądać Istambuł. Pogoda o wiele lepsza niż ostatnio więc aż chce się chodzić. Wreszcie udaje mi się wejść do Błękitnego Meczetu (wcześnie dwa razy trafiłem na czas modlitwy). Pierwsze wrażenie jakie ogarnęło mnie po wejściu to scena z filmu " Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" kiedy padają słowa w podobie do tych:
- Co czujesz?
- Świece.
- Dobrze, to jest kościół katolicki.
- Co teraz czujesz?
- Czuję zapach stóp.
- Mnie ten zapach uspokaja - i to jest właśnie meczet.


Faktycznie, coś w tym jest. Wprawdzie, zaraz po wejściu zacząłem dyskretnie obwochiwać siebie, w końcu człek jestem w podróży ale to nie ja ani moje buty, zdjęte i odłożone na specjalne do tego miejsce. Do tego zapachu można się szybko przyzwyczaić a klimat panujący po zmroku jest niesamowity. Odwiedzający mogą podejść mniej więcej do połowy, dalej jest miejsce przeznaczone dla modlących się. Imponujące jest błękitne sklepienie kopuły meczetu, teraz już Aisza nie ma wątpliwości dlaczego ktoś nazwał błękitną, szarą na zewnątrz świątynię. Panuje tam specyficzna atmosfera a kolorytu jej dodają nisko zawieszone lampki, jakby tuż nad naszymi głowami.


W rogu siedzi (i tu uwaga!) po turecku grupa dziwczyn z nauczycielem, który opowiada o dziejach meczetu i jego wnętrzu. Przysuwam się bliżej, podsłuchuję ale teraz dopiero do mnie dociera co oznacza: "siedzieć jak na tureckim kazaniu", bo kompletnie ten język do mnie nie przemawia. Nawet ciężko chwycić jego melodię. Jedynę co umiem powiedzieć to "dziekuję" i to jeszcze w zapisie po angielsku, które przy dobrej wymowie może zostać zrozumiane:
"Tea Sugar to Your Room".
Idziemy dalej, przecikając się między tłumem wolno pełzającym w obu kierunkach.
Podpatrujemy panią robiącą tradycyjne placki ze świeżym szpinakiem na metalowej blasze. Potem schodzimy jeszcze nad brzeg Bosforu ale jest już późno, w aparacie pada bateria, więc wracamy do hostelu a tam w naszym dormitorium czeka na nas niesłychany gość, Toshki. Koleś jest z Japonii, rzucił pracę, kupił bilet i od czterech miesiecy błąka się po świecie. Dziwne zachowanie nieprawdaż, biorąc pod uwagę ogólną opinię o niestrudzonej i nieprzerywanej urlopami pracy mieszakńców kraju kwitnącej wiśni. A on nie dość, że pzejechał już pół Azji to tydzień temu był w Sofii autobusem a jutro leci do Pragi a potem jeszcze przez całą Europę. Cieszy nas,  że planuje również odwiedzić Maroko ;) Niezwykle sympatyczny koleś, życzymy ci Toshki udanej wyprawy !!!


Teraz tylko mała przepierka bo się nam brudów nazbierało i możemy iść spać.... jest przyjemnie i swojsko, choć wyglądem sala przypomina raczej więzienną celę... bez okien i z 14 łóżkami dookoła... dla nas najważniejszy jest jednak dobry sen więc -  dobranoc :-)

2011-10-19

Let it rain...

Niestety od rana pada i jest chłodno. Zbieramy się zatem ospale bo aura nie nastraja do spacerków. İdziemy wreszcie na śniadanie do najbliższej knajpki na rogu. Wlaściciel uśmiecha się ze zrozumieniem kiedy prosimy o śniadanie a zegarek wskazuje kılka minut po jedenastej. Pokazuje nam swoje zdjęcia z burmistrzem, po stanie budynków domyślam się że pochodzą sprzed rewitalizacji dzielnicy. Zanim zjemy talerzyk zupy szorby z soczewicy oglądamy stare fotografie z jego rodzinnej miejscowości, z wschodniej części kraju, które wiszą na ścianach.
Potem już tylko kawka i herbatka - po turecku oczywiście :)

Na plecaki zakładamy pokrowce a na siebie kurtki przeciwdeszczowe, kręcimy się po mieście ale wszystko jakby sprzysięgło się przeciw naszemu zwiedzaniu. Deszcz kapie nam z daszków i cieknie po ubraniach.


Patrzymy sie na siebie i tak jakbyśmy czytali sobie nawzajem w myślach. Zmiana planów, wsiadamy do metra. Jest 23:21 a ja widzę jak w oddali mienią się  światła Ankary...

ps.  na tureckiej klawiaturze "i" jest w innym miejscu :) ale już wszystko poprawiłem ...

2011-10-18

Istambuł, miasto w którym rozdają granaty ...

Zatkało mnie, kiedy zobaczyłem jakie to olbrzymie i nowoczesne miasto. Osadzona na wzgórzach metropolia wciąż się rozrasta. Lotnisko tanich linii wypchnięto daleko poza obszar centrum, dlatego żeby dotrzeć znów do Europy musieliśmy spędzić ponad godzinę, głównie za sprawą korków na prowadzącej do miasta autostradzie (helloł! cztery pasy w każdym kierunku...).

pogoda nie pomaga a słońca nie widać
Transport ogólnie wymiata: metro, tramwaje, autobusy i promy. Do tego wypożyczalnie rowerów miejskich i nie ma się do czego przyczepić. Jadąc do centrum miasta mijaliśmy nowoczesne City całe ze szkła i aluminium – robi wrażenie. Nas najbardziej interesowała stara część, czyli czasy Konstantynopolu i Bizancjum. Środkami komunikacji miejskiej - bez problemu ją rozszyfrowaliśmy – dotarliśmy do Sirkeci, okolice dworca głównego a stamtąd pod Sultanahmet – Błękitny meczet, na Wielki Bazar i Hagia Sophia.
Spacerek cudny, pachniało kebabem, grillowanymi kasztanami i kukurydzą. Napiliśmy się soku ze świeżo wyciskanych granatów, pyszny ale mocno cierpki w smaku. Nabraliśmy ochoty na więcej ale nie na sok, tylko świeże owoce. Chcieliśmy je zakupić w innym miejscu ale chyba rzadko się to zdarza bo sprzedawca popatrzył na nas z zaciekawieniem i dał nam owoce za darmochę.

Zaskoczyła nas jedynie pogoda, na całą resztę byliśmy przygotowani a to, że bezpłatny internet WiFi choć jest, to nigdzie nie chciał działać to byłą akurat porażka, bo był nam niezbędny - szkoła.
Zima pełną gębą – tylko bez śniegu. Na ulicach ludzie z opaskami na uszach i w cieplejszych okryciach. Śmiać mi się chce jak sobie przypomnę, że Dominika mówiła przed wylotem:
- Już niedługo założymy sandałki i japonki...
No chyba na południu Turcji, bo tutaj wieje tak, że aż pieką policzki. Tak, czy inaczej łaziliśmy po mieście przez cały dzień pochłaniając jego zabytkową dzielnicę krok po kroku, kamień po kamieniu nie oglądając się na niesprzyjające warunki. Najbardziej przypadł nam do gustu Wielki Bazar, największy tego typu rynek pod dachem.


Szaleństwo towarów, osób kupujących i sprzedających. Wszystko pod zadaszeniem ale nie jakąś tam blacho dachówką tylko pełne sklepienie, które sprawia, że jest przyjemnie i klimatycznie, a wszystko to na niebywale wielkiej przestrzeni. Ponieważ plecaków nie mamy z gumy nie planowaliśmy też żadnych zakupów ale jak tu się nie pohandlować w takim kraju. Kupiliśmy parę drobiazgów, po czym stwierdziliśmy jako osoby doświadczone na niejednym suku:
- Ehhh, słabi są :)     - oczekiwaliśmy boju a skończyło się na lekkich potyczkach.

Jak już poczuliśmy, że obrywa nam ramiona zarządziliśmy odwrót. Kiedy wracaliśmy zobaczyliśmy pojazd wyglądający jak karetka, na którym widniał napis „zabita” - dziwne są językowe skojarzenia.

tutaj trzykołowy pojazd z zabitej serii
Na wieczór kupiliśmy Efes, kto był w Turcji ten wie, że łatwiej nam będzie zasnąć po atrakcjach całego dnia :)
Po pierwszym dniu stwierdzam: wspaniały jest ten Istambuł!
Przede wszystkim odczuwam jak potężnym jest to miasto łącznikiem pomiędzy kulturą wschodu i zachodu, pomiędzy Europą i Azją, pomiędzy tym co nowoczesne i tym co najpiękniejsze w tradycji.
ps.
Przypomniało mi się, że widząc bizantyjski kościół na żywo spojrzałem na mapę a tam w otoczeniu jednego meczetu widniało aż sześć kościołów a niedaleko jeszcze synagoga – czyżby drugie Jeruzalem... choć w Istambule dzwonów nie słyszałem jeszcze a muezina, i owszem już nie raz.

Kilka faktów bardziej doświadczonych:
- autobus turystyczny z lotniska Sabiha Gocken kosztuje 12 TL (tureckie liry)
- przelicznik najprostszy: 1TL=1,7 PLN
- w mieście na komunikację obowiązują żetony, jeden przejazd ( jeden żeton), który kosztuje 2 TL
- z powyższego lotniska można dostać się również autobusem miejskim do Kadikoy a potem promem na drugą stronę Bosforu
- wymieniając USD dostaniemy około 1,8 TL za każdego baxa


Ruszyliśmy :)

Pierwsze kroki skierowaliśmy na dworzec kolejowy w Gdyni, stamtąd pociągiem TLK (uwaga, nie spóźniony!? - pomimo swojej taniości) dotarliśmy do Szczecina. Przy okazji pozdrawiamy sympatyczną pasażerkę z naszego przedziału, dzięki rozmowie z którą czas w podróży upłynął szybciej. Mała przegryzka i wspaniale spędzony czas z niemal całą rodzinką, która podjechała aby przywitać się z nami i pożegnać zarazem. Stamtąd po dwóch godzinach przesiedliśmy się do busa firmy Follow Me, wiozącego nas na lotnisko Berlin Shonefeld – tylko polecać, sprawnie, miło i wygodnie. Linie lotnicze Germanwings to niemiecka systematyka i brak problemów z naszymi bagażami podręcznymi (pomimo ilości i wagi). Co prawda przechodząc przez bramkę za swoimi plecami usłyszałem złowrogie: halt, bitte! Ale na szczęście dotyczyło to tylko mojej płci na elektronicznym bilecie – zostałem bowiem Panią Radosławem.
Dwie godziny dwadzieścia minut później, około 2:30 samolot schodzi w sporych turbulencjach na płytę lotniska. Chmury nisko nad ziemią, dopiero tuż przed pierwszym dotknięciem kół z ziemią widzimy światła Istambuł Sabiha Gocken. Lekko przymuleni kierując się instynktem stadnym podążamy za tłumem w kierunku odprawy paszportowej. Kupujemy wizy po 20 $ od osoby, oficer z okienka dla dyplomatów i załóg skinął na nas ręką i już jesteśmy w Turcji.
Kręcimy się jak jakieś zmory po śpiącym terminalu (dosłownie, bo obsługa drzemała sobie tu i ówdzie). W końcu plan tworzy się na miejscu: rozkładamy się i idziemy spać. Znajdujemy kawiarenkę i kilka osób już tam śpiących. Dołączamy do nich i w szerokich fotelach i na mięciutkich kanapach zasypiamy. Po chwili wszyscy sięgamy po śpiwory. Istambuł przywitał nas chłodem, chmurami i … głębokim snem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...