Przed nami pozostało zdobycie ostatniej, trzeciej wizy - do Chin mianowicie. Reszta państw zniosła bowiem obowiązujące nas wizy lub z łatwością zdobędziemy je na granicy czy lotnisku. Napiszę krótko bo nie ma co się za bardzo rozwodzić nad tematem. Surowe traktowanie i dyscyplina w połączeniu z komplikacjami - tak oczami wyobraźni widzieliśmy urząd wydający chińskie wizy. Nic bardziej mylnego. Uprzejmi, mili panowie tylko przy pierwszym spotkaniu przenikliwym wzrokiem - niczym superman - badają składającego podanie a potem to już tylko elegancko, sprawnie, milutko i na czas. Jeśli mamy prawidłowo wypełniony druk ( no, i druk oczywiście prawidłowy) to nie powinno być żadnych komplikacji. Nawet święto państwowe nie spowodowało żadnych opóźnień. Urzędnik w konsulacie w Gdańsku z uśmiechem na ustach wydał nam paszporty i tym samym na dzień dzisiejszy mamy komplet.
"CONQUER THE IMPOSSIBLE - POKONAĆ NIEMOŻLIWE" ...niebanalnie dookoła świata... 2011/2012
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany wyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany wyprawy. Pokaż wszystkie posty
2011-10-15
2011-10-06
American Dream...
Sposób na dostanie się do Stanów Zjednoczonych (legalny sposób) jest jeden. Niezbędna jest wiza na wjazd do tego - co by tutaj nie napisać, to jednak wyjątkowego - kraju. Tyle tylko, że droga do zdobycia dokumentu upoważniającego na wstępne dotarcie (bo przecież może nas zablokować na granicy oficer imigracyjny) na ziemię demokracji nie jest proste a z pewnością nie jest tanie.
Najpierw batalia z wnioskiem, zdjęcia w formie elektronicznej, pytania, odpowiedzi i jest ... hurrra promesa wizowa. Teraz tylko po 140 bax-ów od każdego i modlimy się aby kurs $ nie poszybował w górę. Na wizytę umawia nas telefonicznie telemarketer (ponad 5 zł za minutę a powtarzać będzie nasze dane po trzy razy - przy czterech osobach trwa to w nieskończoność). Dobra, jest termin. Wszystko idzie gładko. Uprzejmy Pan przez telefon informuje, że na teren ambasady nie są wpuszczane dzieci poniżej 14 roku a wszystkie elektroniczne zabawki mamy zostawić w hotelu, samochodzie czy u znajomych w Wa-wie - bo też nie wolno. Myśląc o tym jak zorganizować czas młodszej córce w czasie naszej rozmowy z konsulem kontaktujemy się z kuzynką, która na szczęście ma chwilę, żeby zaopiekować się dzieckiem. Robi to zresztą w sposób wspaniały, bo zabiera ją wcześniej do Muzeum Powstania a potem na starówkę więc lekcję historii odbywa w najlepszy możliwy sposób.
Wtorek rano, wchodzimy do ambasady. Bramki, ochroniarze, paski ze spodni, podwójne drzwi. Na pierwszy rzut oka norma ale po co te odkażacze do rąk i dlaczego jest ich aż tyle. Za nami wchodzi rodzina z małym dzieckiem. Ochrona się uśmiecha i wszystkich wpuszcza. Zdziwiony pytam:
- Ale jak? Z dzieckiem?
- Można, można... ale nie trzeba. Do 14 roku nie trzeba. - słyszę spokojną odpowiedź.
Na telefony i elektroniczne gadżety zresztą przy wejściu też jest depozyt, więc słowa Pana telemarketera traktuję teraz z przymrużeniem oka. Widać "nie wolno" i "nie trzeba" nabierają synonimicznego znaczenia.
Teraz trzeba dopłacić do opłaty za przygotowanie wizy czyli obsługę konsularną ale w kasie nie można płacić kartą. Wyścig do bankomatu, odkażamy rączki i możemy zapłacić w kasie. Tutaj widzimy pierwsze łzy, bo nie wszystkim jest dane zobaczyć kraj za wielką wodą.
Potem już zupełnie inaczej niż przy "indyjskim koszmarze" ;). Kolejka, okienko, rejestracja, numerek do pobrania. Siadamy, czekamy 30 minut. Wyświetla się numer, podchodzimy, rozmawiamy. Jest miło. Pani Konsul o wszystkim nas informuje, sprawdza dane i odciski palców. Potem czekamy 3 dni i paszporty są w naszych rękach a w nich kolorowa wklejka z fotografią, która jest bramą do "lepszego" świata. Jasne, chciałoby się zobaczyć Wielki Kanion, Route 66, Beverly Hills, Statuę Wolności. Poczuć na twarzy bryzę oceanu na Oahu, poszaleć w Disneylandzie, porównać odciski rąk na Sunset Boulevard i wszystkie te rzeczy kojarzone z kolorową komercją Ameryki. Czyż nie po to się tam jedzie? No nie do końca... chcielibyśmy przede wszystkim poznać amerykanów, tych rdzennych i tych, którzy stworzyli obecny obraz tego kraju...ludzi, którym spełniło się amerykańskie marzenie ;)
ps. o ile przejdziemy przez surową kontrolę na lotnisku, oczywiście ...
ps. o ile przejdziemy przez surową kontrolę na lotnisku, oczywiście ...
2011-09-15
Jak spakować swoje życie w 7 kilogramów?
W piewrszej kolejności kojarzy mi się scena z filmu "W chmurach", w której to George Clooney w czasie wykładu kładzie przed sobą plecak i padają te oto słowa:
" Jeśli musielibyście zostawić wszystko i zapakować się w jeden mały plecak - co byście włożyli do środka?"
No właśnie! Co włożyć? Zwłaszcza jeśli rusza się w drogę rzeczywiście pakując wszystko co się posiada. Nam niewiele zostało z rzeczy materialnych więc niby problem jest mniejszy. Aczkolwiek mając na uwadze fakt, że tanie linie lotnicze, zwłaszcza w Azji mają ograniczenie do 7kg bagażu podręcznego to pytanie "co" i "ile" nadal pozostaje. Niestety myśl o tym, żeby zabrać jakąś "60-tkę" lub wiekszy plecak upadła w zarodku. Zagubienie naszego nadanego bagażu spowodowałoby - przy tym trybie podróżowania - jego praktyczne odesłanie do Polski. Nie bylibyśmy nawet w stanie określić gdzie go dosłać w obcym kraju bo sami nie wiemy w jakim miejscu bedziemy.
Waga to jedno, czas podróży to drugie ale pozostaje jeszcze gabaryt. Każdy kto przymierzał się do tanich linii lotniczych wie, że kryteria rozmiarów bagażu zabieranego na pokład są niekiedy bardzo rystryktycznie przestrzegane. Nie pozostało nam nic innego jak popędzić na lotnisko i wciskać nasze większe plecaki w klatki Ryanair'a i LOT'u przy okazji. Sztucznie wypchane śpiworami plecaki na szczęście zmieściły się ale bardzo ciasno.
Lista rzeczy, które mamy włożyć do plecaków wciąż sie rozrasta. Dokładnie wygląda to tak, że jedna osoba coś dopisuje a druga notorycznie usuwa tą pozycję i wiele innych zarazem. Mi na przykład do niczego nie są potrzebne kosmetyki (poza podstawową higieną) więc wszystko co nie jest szczoteczką do zębów, pastą do nich i dezodorantem w kulce automatycznie wykreślam. Okazuje się, że młode damy muszą mieć jeszcze jakieś coś do makijażu i o dziwo! do demakijażu, coś co się nazywa tonik i nie pije się tego z gin'em, waciki, krem na dzień, krem na noc i krem na porę pomiędzy tymi etapami, coś na słońce, cos na deszcz i mróz, farbę na paznokieć, no i jeszcze to mydło co szczypie w oczy ;)
Każdy normalny podróżnik- amator wie, że w plecaku mają być skarpety, para długich spodni, polar, bielizna, aparat fotograficzny, elektronika i wszystkie możliwe złączki, zasilacze i światowa złodziejka prądu ... dobra, ja wcisnąłem jeszcze termos, latarkę na dynamo i sandały.
O liście spakowanych rzeczy z pewnością jeszcze będzie, obiecaliśmy bowiem firmie HiMountain, że zrecenzujemy zasadność i przydatność oraz wygodę i zużycie zakupionego u nich sprzętu ...
" Jeśli musielibyście zostawić wszystko i zapakować się w jeden mały plecak - co byście włożyli do środka?"
No właśnie! Co włożyć? Zwłaszcza jeśli rusza się w drogę rzeczywiście pakując wszystko co się posiada. Nam niewiele zostało z rzeczy materialnych więc niby problem jest mniejszy. Aczkolwiek mając na uwadze fakt, że tanie linie lotnicze, zwłaszcza w Azji mają ograniczenie do 7kg bagażu podręcznego to pytanie "co" i "ile" nadal pozostaje. Niestety myśl o tym, żeby zabrać jakąś "60-tkę" lub wiekszy plecak upadła w zarodku. Zagubienie naszego nadanego bagażu spowodowałoby - przy tym trybie podróżowania - jego praktyczne odesłanie do Polski. Nie bylibyśmy nawet w stanie określić gdzie go dosłać w obcym kraju bo sami nie wiemy w jakim miejscu bedziemy.
Waga to jedno, czas podróży to drugie ale pozostaje jeszcze gabaryt. Każdy kto przymierzał się do tanich linii lotniczych wie, że kryteria rozmiarów bagażu zabieranego na pokład są niekiedy bardzo rystryktycznie przestrzegane. Nie pozostało nam nic innego jak popędzić na lotnisko i wciskać nasze większe plecaki w klatki Ryanair'a i LOT'u przy okazji. Sztucznie wypchane śpiworami plecaki na szczęście zmieściły się ale bardzo ciasno.
Lista rzeczy, które mamy włożyć do plecaków wciąż sie rozrasta. Dokładnie wygląda to tak, że jedna osoba coś dopisuje a druga notorycznie usuwa tą pozycję i wiele innych zarazem. Mi na przykład do niczego nie są potrzebne kosmetyki (poza podstawową higieną) więc wszystko co nie jest szczoteczką do zębów, pastą do nich i dezodorantem w kulce automatycznie wykreślam. Okazuje się, że młode damy muszą mieć jeszcze jakieś coś do makijażu i o dziwo! do demakijażu, coś co się nazywa tonik i nie pije się tego z gin'em, waciki, krem na dzień, krem na noc i krem na porę pomiędzy tymi etapami, coś na słońce, cos na deszcz i mróz, farbę na paznokieć, no i jeszcze to mydło co szczypie w oczy ;)
Każdy normalny podróżnik- amator wie, że w plecaku mają być skarpety, para długich spodni, polar, bielizna, aparat fotograficzny, elektronika i wszystkie możliwe złączki, zasilacze i światowa złodziejka prądu ... dobra, ja wcisnąłem jeszcze termos, latarkę na dynamo i sandały.
O liście spakowanych rzeczy z pewnością jeszcze będzie, obiecaliśmy bowiem firmie HiMountain, że zrecenzujemy zasadność i przydatność oraz wygodę i zużycie zakupionego u nich sprzętu ...
2011-09-14
Przygotowania do podróży - czyli o sztuce cierpliwości
Wiele ciepłych słów słyszymy opowiadając o planach projektu "Pokonać Niemożliwe". Jednak zazwyczaj ludzie dziwią się i nie mogą uwierzyć, że naprawdę, tak po prostu zamierzamy ruszyć w świat.
Plany naszej podróży nieustannie ulegają transformacji i naginają się do rzeczywistości bo zaproszeń ze strony szkół i ośrodków kultury jest bardzo dużo. Jest ich znacznie więcej niż się spodziewaliśmy i jeśli tylko nie byłoby tak wielkich ograniczeń finansowych (cóż... nieszczęsny kurs franka ostatecznie drastycznie okroił nasz budżet...) moglibyśmy spokojnie poprowadzić nawet po kilka warsztatów w każdym z goszczących nas krajów.... a tak zorganizowane zostaną tylko jedne... w wybranym losowo spośród wielu miejsc. To smutne, gdy musimy odmawiać dzieciom, szczególnie w miejscach takich jak na przykład Tanzania, Indie, Nepal, Tajlandia, Kambodża, Kolumbia czy też Meksyk gdzie widzimy, że "głód" poznania świata, z racji różnych ograniczeń, jest największy. Niestety bez wsparcia ze strony sponsorów zorganizowanie nawet tych pojedyńczych warsztatów jest dla nas wyjątkowo dużym wyzwaniem.
Ale jak mówi przysłowie "nadzieja umiera ostatnia"... więc jeszcze nic straconego ;-)
Wydaje nam się, że w tej podróży to nie my wybieramy trasę ale to Podróż wybiera ją za nas.... bo gdy tylko jakieś drzwi się zamykają (np. brak możliwości wyjazdu do Bhutanu) kolejnych kilka staje otworem i kusi swoimi skarbami (Laos, Kambodża, Indonezja, Kolumbia, Wenezuela...).
W przygotowaniach do drogi staramy kierować się słowami Św. Franciszka "Zacznij od tego, co trzeba zrobić, potem rób to co możliwe a nagle stwierdzisz, że dokonujesz rzeczy niemożliwych"... zaczeliśmy więc od załatwiania wiz i szczepień, przygotowania projektu warsztatów oraz kompletowania ekwipunku. Zajmuje to wiele czasu i kurczy w zastraszającym tempie nasze zasoby finansowe ale wiemy, że to niezbędne by spokojnie wyruszyć w świat. Zdajemy sobie jednak sprawę o ile łatwiej podróżuje się w dzisiejszych czasach gdy "nieznane i odległe lądy" straszące podróżników jeszcze kilkadziesiąt lat temu, dzięki swobodnemu przepływowi informacji w internecie, przynajmniej w teori, stają się nie tak wcale odległe i zagadkowe. Wspaniałe jest również to, że dzięki szerokim kontaktom na portalu społecznościowym "CouchSURFING" poznajemy dziesiątki osób z różnych krajów, chętnych do przygarnięcia nas pod swój dach i wprowadzania w codzienny świat. Równocześnie dzięki portalowi TAVELBIT (i ich wspaniałemu internetowemu forum podróżników) możemy uzyskać niezmiernie pomocne informacje "z pierwszej ręki" w sprawach wiz, biletów, ubezpieczeń czy też ciekawych miejsc na trasie wyprawy.
Wszystkim wspierającym nas w tym trudnym i burzliwym okresie bardzo serdecznie dziękujemy.
Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za wszelkie rady oraz za całą masę zaproszeń i chęci pomocy. Mam nadzieję, że z większości skorzystamy - jeśli tylko władze państw z naszej listy zechcą udzielić nam niezbędnych wiz - bo to, jak już możemy zauważyć, wcale nie jest takie oczywiste jak mogło się wydawać się nam na początku :-/
Jeśli chodzi o sztukę cierpliwości to teraz jest właśnie "czas Indii" - gdyż nasze paszporty ( i nasz los) od poniedziałku są w rękach Konsula... no właśnie Indie.... mentalność tego kraju możemy powoli poznawać za pomocą wyłącznego pośrednika wizowego czyli firmy BLS International Visa Services, której to Ambasada Indii powierzyła całkowitą obsługę wizową.... no i tu zaczyna się "próba cierpliwości" bo teoretycznie już w zeszłą środę przesłaliśmy kurierem DHL do biura komplet dokumentów - oryginały paszportów wraz z wnioskami wizowymi (i naklejonymi zdjęciami), rezerwacją biletu samolotowego oraz dowód opłaty wizowej (dokonanej koniecznie na Poczcie Polskiej - niewiadomo dlaczego nie może to być przelewem na konto bankowe, ale może chodzi o to by nie było łatwo i przyjemnie). Oficjalne czas oczekiwania to trzy dni robocze od daty dostarczenia przez pocztę pieniążków do biura BLS (bo wtedy oni zanoszą w naszym imieniu dokumenty do ambasady) ale ... poczta twierdzi, że pieniądze przekazała już następnego dnia od wpłaty a oni, że ich nie dostali.... miły pan (nie wiem czemu zakładam, że jest hindusem) na infolinii biura BLS mówi "dobźe, dobźe... poćta polska źle" i po przejściu na angielski dodaje, że może będą jutro albo pojutrze ale najlepiej to zadzwonić w poniedziałek. W poniedziałek powiedzieli, że co prawda pieniążki już dotarły i dokumenty trafiły do Konsula ale kiedy będą wizy tego nie wiedzą.... może będzie to do końca tygodnia a może i nie.... Urocza pani tylko dodała, że jeśli do przyszłego poniedziałku nie będzie wizy to tam pojedziemy razem (do ambasady) i spróbujemy interweniować....
well, well, well - jak zwykli mawiać mieszkający tam Anglicy... INDIA... oh INCREDIBLE INDIA :-))
przypuszczam, że cdn.
Powoli zbliża się też kolejna przeprawa i to już w przyszły wtorek 20-tego września, kiedy to przyjdzie czas na USA i nasze "być albo nie być" na amerykańskiej ziemi. Obiecuję, że nie powstrzymam się od relacji z owej wizyty, bo z nieukrywaną ciekawością wypatruje jej już od momentu wypełnieniania zwariowanego/dziwnego kwestionariusza wizowego tego kraju ;-) ale o tym na razie.... szszaaa - bo jeszcze się obrażą i wizy nam nie dadzą...
2011-08-14
Warsztaty Kultury Polskiej - czyli co chcemy przekazać dzieciom na świecie....
Podróżowanie po świecie nigdy nie było dla nas zaliczaniem kolejnych miejsc na mapie, to nie odhaczanie zabytków z listy "trzeba zobaczyć przed śmiercią", ani nie wygodne izolowanie się w miejscach "all inclusive". Choć rozumiemy (i szanujemy) inne wizje podróży, dla nas w podróżowaniu najważniejsze jest zawsze poznawanie miejsc, które odwiedzamy, odkrywanie innych kultur, tradycji oraz inspirujące spotkania z ludźmi. Nie podróżujemy po to by zobaczyć ale raczej by poczuć: te wszystkie smaki, zapachy, dźwięki. Wydaje się, że za każdym razem jak tylko można chcemy "dotknąć" głębi a pomagają temu zawsze rozmowa i uśmiech.
Tym razem, choć ograniczeni dość mocno w ramach tylko 15-tu tygodni, chcemy nasze poznawanie świata rozwinąć jeszcze dodatkowo o elementy wymiany międzykulturowej. W każdym z odwiedzanych państw odbędą się bowiem Warsztaty Kultury Polskiej a będziemy je wzorować na odbywających się od wielu miesięcy w ramach Stowarzyszenia "Africae Deserta Project" Warsztatach Kultury Marokańskiej. Takie zajęcia opierają się na ideii interaktywnego poznawania kultury wieloma zmysłami. Całość składa się z dwóch części: pierwsza to slajdowisko z prelekcją wprowadzające dzieci w nieznany, odległy dla nich świat Polski, podczas drugiej części dzieci będą mogą posmakować polskich słodyczy (mamy nadzieję, że będą to "krówki") a całość będzie oprawiona w dźwięki utworów muzyki Chopina. Na zakończenie dzieci dostaną również kolorowanki związane z tematyką warsztatów. Zajęcia prowadzone będą w języku angielskim i będą trwały ok. 30-45 minut a chcemy je skierować do grup dzieci w wieku ok. 7-10 lat.
Do tej pory słyszeliśmy kilkakrotnie sceptyczne komentarze, ludzie oburzają się "po co zawracać sobie głowę jakimiś warsztatami, skoro i tak macie tak mało czasu podczas podróży", inni mówią nawet "to bez sensu tak gonić przez te 15 krajów jeśli w ciągu 15 tygodni można ograniczyć się do 3 i poznać je dokładniej i to na spokojnie".... pewnie i racja ale.... może to przez to, że jesteśmy trochę szaleni i ważne jest dla nas właśnie "15 na 15 w 15"... równie ważne jest też pokonywanie NIEMOŻLIWEGO a nie prostsza droga " na skróty".
Idea jest zawsze taka sama - jeśli nasze warsztaty choć w jednym dziecku obudzą ciekawość świata, jeśli zmienią choć jedno spojrzenie na inną kulturę i tradycje i otworzą choć jedno serce na zbyt często demonizowaną "odmienność" to nasza misja będzie 1000-krotnie spełniona.
Te warsztaty mają pokazać dzieciom, że możemy różnić się na wiele sposobów: kolorem skóry, pochodzeniem, miejscem zamieszkania, kulturą i tradycjami ale wszędzie na świecie ludzie w zasadzie pozostają tacy sami i mają podobne marzenia oraz pragnienia..
Bo jedność ludzkości leży w naszej różnorodności.
Pokaz slajdów podczas Warsztatów Kultury Marokańskiej
w Szkole Podstawowej w Myśliwcu
2011-07-13
być jak płynąca rzeka.... - czyli gdzie się pojawimy a gdzie nas nie będzie...
Trwa okres układania trasy. To czas intensywnej pracy, organizowania własnego życia i przesiadywania przed ekranem komputera. Przeczesujemy sieć w poszukiwaniu tanich połączeń, pytamy ludzi z najdalszych zakątków świata o możliwość użyczenia przysłowiowej "kanapy". Czasem oczy już zamykają się same ale trzeba się jeszcze przymusić bo efekt przygotowań to rzecz, która w trasie pomoże uniknąć niespodzianek. Tych niemiłych, bo to że świat niejednokrotnie miło nas zaskoczy jesteśmy niemal pewni. Klarują się priorytety i poszerzają się nasze horyzonty. Jednego jesteśmy pewni: dobry plan to połowa sukcesu ;)
Ostateczna wersja powoli się wykluwa i jak śliczne pisklę zadziwia nas swoją odmiennością ale też cieszy odkrywaniem, choć na razie śledzimy trasę palcem na mapie to przecież wiemy, że niedługo już tam będziemy. Serca wtedy walą nam jak oszalałe a odczucie zniecierpliwienia porównywalne jest do dziecięcego oczekiwania na wyjazd do ukochanej babci.
Trasa ulega przemianom ale odbywają się one wśród burzy mózgów i wielogodzinnych narad plemiennych. Już wiemy, gdzie będzie lepiej, przyjemniej i bardziej efektywnie. Bo przecież w naszej wyprawie nie chodzi tylko o podróż i choć jest ona rdzeniem, inspiracją to jednak Warsztaty Kultury Polskiej i praca z dziećmi są w tym projekcie równie istotne.
Na dzień dzisiejszy planowana trasa wygląda następująco:
1. Turcja
2. Egipt
3. Tanzania
4. Zjednoczone Emiraty Arabskie
5. Indie
6. Nepal
7. Bhutan
7. Bhutan
8. Tajlandia
9. Chiny
10. Australia
11. Nowa Zelandia
12. USA
13. Meksyk
14. Portugalia
15. Maroko
no to działamy dalej .... planujemy, szukamy wsparcia, każdego rodzaju -
czasem wystarczą zwyczajne słowa otuchy i życzenia wytrwałości
czasem wystarczą zwyczajne słowa otuchy i życzenia wytrwałości
już niedługo pojawi się logo naszej wyprawy :-) aż nie mogę się doczekać końcowego efektu
w oczekiwaniu na transport- Maroko 2009
2011-05-31
co oznacza tytuł bloga i dlaczego 2011 jest wyjątkowy
W tym roku (a dokładnie jutro) obchodzimy 15 rocznicę ślubu a nasza najstarsza córka będzie kończyć 15 lat i jako pasjonaci podróży, spontanicznie zdecydowaliśmy się uczcić to w wyjątkowy sposób przez zorganizowanie niesamowitej wyprawy.
To jest spełnienie naszych marzeń.... podróż DOOKOŁA ŚWIATA i idąc dalej powstał pomysł na:
Szalony plan?? .... no może trochę..... ale "są w życiu chwile, kiedy trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść szaleństwu"
W demokratycznym, rodzinnym głosowaniu wyłoniło się 15 zwycięzców (w kolejności poruszania się na zachód od Polski):
To jest spełnienie naszych marzeń.... podróż DOOKOŁA ŚWIATA i idąc dalej powstał pomysł na:
15 KRAJÓW W 15 TYGODNI NA 15-LECIE
Szalony plan?? .... no może trochę..... ale "są w życiu chwile, kiedy trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść szaleństwu"
W demokratycznym, rodzinnym głosowaniu wyłoniło się 15 zwycięzców (w kolejności poruszania się na zachód od Polski):
1. Portugalia (Madera)
2. USA (+ Hawaje)
3. Meksyk
4. Peru
5. Australia
6. Nowa Zelandia
7. Tajlandia
8. Chiny
9. Indie
10. Nepal
11. Zjednoczone Emiraty Arabskie
12. RPA
13. Madagaskar
14. Namibia
15. Turcja
(kolejność z różnych przyczyn może ulec zmianie)
Podróż będzie powiązana z wymianą międzykulturową - ponieważ mamy plan zorganizowania jednych warsztatów kultury Polskiej dla dzieci w każdym z krajów odwiedzanych podczas wyprawy. Spodobały nam się Warsztaty Kultury Marokańskiej, które organizujemy w ramach Africae Deserta Project i chcielibyśmy przygotować podobne warsztaty o Kulturze Polskiej dla dzieci z dalekich zakątków świata.
no to czeka nas teraz najcięższy etap.... planowanie i szukanie funduszy....
Subskrybuj:
Posty (Atom)


